Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 listopada 2014

Psycholożka została zamknięta

Przed publikacją tego wpisu zastanawiałam się, czy lepszym tytułem będzie aktualny, czy może "Zamknąć psycholożkę"...? Wiedziałam jednak, że ten dylemat nie jest rzeczywistą wątpliwością, a jedynie sposobem na odwleczenie chwili kliknięcia przycisku "Opublikuj". Bardzo tego chciałam, a jednocześnie miałam opór, żeby to zrobić. Ale poszło. Jest. Czytacie. 

Ostatni wpis  

Na początku przygody z blogowaniem miał to być blog wyłącznie ciążowy. Tak mnie zafascynowała i zaskoczyła cała ta ciąża, że nie mogłam powstrzymać chęci podzielenia się tym wszystkim, czego doświadczyłam. Po porodzie byłam w nie mniejszym szoku, więc trochę się zagalopowałam i siłą rozpędu pisałam dalej. I tak naprawdę mogłabym jeszcze tworzyć przez długi czas, ponieważ w szkicach roboczych mam wciąż sporo pomysłów na kolejne wpisy...

W życiu pojawiają się jednak takie chwile, kiedy trzeba zdecydować, na co chce się przeznaczać czas, energię i siły twórcze - czyli zasoby ściśle limitowane. Uczciwie odpowiedziałam sobie więc na pytania: po co? dla kogo? kiedy? jakim kosztem? i inne, które przyniosły mi taką, a nie inną odpowiedź. 


Wiedzieć kiedy ze sceny zejść

Wiem, że każdemu blogerowi zdarzają się kryzysy, chwile zwątpienia albo zniechęcenia. Potrafię je jednak dobrze odróżnić od stanu obecnego. Niezupełnie potrafię to wyjaśnić i uzasadnić, ale po prostu czuję, że właśnie nadszedł moment, w którym należałoby postawić kropkę.

Mam poczucie, że przekazałam wszystko, co chciałam przekazać, że dałam z siebie tyle ile chciałam dać. Że byłam dla Czytelników obecna w takim zakresie w jakim chciałam być. I bardzo się cieszę z tego projektu, ponieważ dał mi dużo radości, możliwość twórczej ekspresji, upustu dla emocji, kontaktów z ludźmi w podobnej albo całkiem innej sytuacji. Za cały ten ponad rok jestem niezmiernie wdzięczna. Cieszę się, że mogłam pisać dla siebie (funkcja pamiętnika) i dla grona moich wiernych Czytelników. 

Serdecznie Wam dziękuję za wszystkie komentarze, listy, fejsbukowe lajki i polecenia. Za słowa uznania i konstruktywnej krytyki, a także za opinie i luźne refleksje. Dzięki, że byliście, towarzyszyliście, czytaliście. 

Przy okazji pragnę poinformować, że adres mailowy z zakładki "Napisz do mnie" jest wciąż czynny, więc możecie nadal do mnie pisać. Póki co pozostawiam bloga w sieci, zatem w każdej chwili możecie tu wrócić sami, albo polecić komuś, kto będzie potencjalnie zainteresowany tą tematyką. 

Pozdrawiam serdecznie!


Psycholożka w (wiecznej) ciąży ;-)



fot.www.wprost.pl
fot.www.simracing.pl

piątek, 3 stycznia 2014

Ambicje vs. możliwości

Jak co roku o tej porze, robię podsumowania, planuję i rewiduję. Tym razem jest o tyle łatwiej, że priorytet wyłania się sam i trudno go zignorować :)

Z jednej strony to dobrze, bo wiem, na czym się skupić. Z drugiej jednak nie mam w sobie pełnej zgody na to, że niektóre sprawy i pomysły będą musiały zaczekać. A będą musiały, bo nie wszystko da się pogodzić. To znaczy może i by się dało, ale koszty mogą być za duże. Nie chcę bowiem niedosypiać, czy jeść na stojąco, żeby z czymś zdążyć. 

Bo dziecko jest ważne

Wiem, że są kobiety, którym ciąża "nie ma prawa" zakłócić dotychczasowego życia i robią wszystko, żeby utrzymać niesłabnące zaangażowanie w różne projekty. I w moim przypadku dałoby się to zrobić. Zresztą działanie w tempie zawsze wychodziło mi na dobre, bo czas organizował się wtedy sam, niejako bez mojego udziału. Tyle że gdy nadchodził moment kryzysowy, czyli spadek sił, to tym z czego rezygnowałam w pierwszej kolejności było albo jedzenie albo ruch albo sen (lub wszystko na raz). A teraz świadomie nie chcę się tego pozbawiać. 

Gdy zaglądam w kalendarz wydaje mi się, że zostało jeszcze sporo czasu do rozwiązania. Ale też wcale nie ekstremalnie dużo. Za mną już prawie 2/3 ciąży i specjalnie nie garnę się do szykowania wyprawki, a może już najwyższy czas? Może warto ogarnąć pewne tematy właśnie teraz, kiedy ciągle mam sporo energii, niż czekać na koniec, kiedy nie wiadomo jak się będę fizycznie czuła? 

Bo ja jestem ważna 

Eh, jakoś nie przekonałam sama siebie. Z drugiej strony jak tak będę czekać na przypływ wielkich chęci, to mogę się nie doczekać. I trochę głupio wyjdzie, jak z czymś nie zdążę, bo się będzie nazywało, że na pisanie bloga miała czas, a na zajęcie się poważnymi sprawami już nie starczyło :)

Ok, biorę głęboki wdech i w ramach postanowień noworocznych obiecuję zainteresować się sprawami, którymi odpowiedzialny rodzic powinien się zająć. Wiem jednak, że dopóki podchodzę do sprawy na zasadzie "powinnam" zamiast "chcę", to niewiele z tego wyniknie. Taka jest prawda. Jeszcze nie chcę. Jeszcze nie czuję, że to najwyższy czas.


fot.www.glamki.pl
fot.www.ciazowy24.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...