Jak zauważyliście, nieczęsto piszę o moich dolegliwościach. Muszę przyznać, że czuję się szczęściarą, bo wiele przypadłości ciążowych zostało mi oszczędzonych. Lekarz powiedział, że jest to ciąża fizjologiczna, więc nie mam też powodów do zmartwień z powodów zdrowotnych. Dlatego, choć daję sobie prawo do narzekania (bo jednak trochę ograniczeń jest), to staram się tego nie robić, tylko korzystać z nienagannej formy.
Żeby jednak nie było zbyt różowo - a właściwie, żeby było bardziej różowo! - przedwczoraj pojawiła się u mnie wysypka. Piękna, różowiutka, grudkowata. Doprawdy cudowna ozdoba mojego brzucha!
I może nie zrobiłoby to na mnie większego wrażenia, gdyby nie to, że za parę dni byliśmy umówieni na mini sesyjkę ciążową.
No nic, przekładam sesję i ruszam na maraton do ginekologa, dermatologa, a jak będzie trzeba, to i alergologa. O niczym innym nie marzyłam bardziej, niż o zwiększeniu częstotliwości spotkań z lekarzami...
A było już tak pięknie! Ehh :)
fot.www.babyonline.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 lutego 2014
wtorek, 26 listopada 2013
Nastawienie & fizjologia
Coś jestem mało konsekwentna.
Chciałabym się jakoś (właściwie to nie jakoś, tylko dobrze) przygotować do rozwiązania, a z drugiej strony nie chcę korzystać ze szkoły rodzenia.
Zapytałam więc lekarza prowadzącego, co najlepszego mogę dla siebie zrobić w ramach przygotowań do porodu. Zaproponował wspólne omówienie planu porodu, w trakcie którego mogę dopytać o wszystkie szczegóły, tak bym pozbyła się wszelkich wątpliwości. Reszta to nastawienie i fizjologia.
Jakie zatem powinno być nastawienie, skoro właśnie na nie mam wpływ? - drążę.
Wszystko, co powiedziała pani doktor, streściłabym w trzech najważniejszych punktach:
fot.www.sheknows.com
Chciałabym się jakoś (właściwie to nie jakoś, tylko dobrze) przygotować do rozwiązania, a z drugiej strony nie chcę korzystać ze szkoły rodzenia.
Zapytałam więc lekarza prowadzącego, co najlepszego mogę dla siebie zrobić w ramach przygotowań do porodu. Zaproponował wspólne omówienie planu porodu, w trakcie którego mogę dopytać o wszystkie szczegóły, tak bym pozbyła się wszelkich wątpliwości. Reszta to nastawienie i fizjologia.
Jakie zatem powinno być nastawienie, skoro właśnie na nie mam wpływ? - drążę.
Wszystko, co powiedziała pani doktor, streściłabym w trzech najważniejszych punktach:
1. Robię to dla dziecka. Im sprawniej się uwinę i im chętniej będę współpracować za położną, tym lepiej
2. To potrwa tylko chwilę. Dłuższą lub krótszą, ale poród nie trwa wiecznie. A więc wszystkie nieprzyjemne doznania, jak ból, potrwają tylko przez określony czas, a potem się skończą.
3. Podchodzę do tematu zadaniowo. Chcę dziecko, to je urodzę. To naturalne rozwiązanie ciąży, które kończy się na porodówce.Brzmi sensownie.
fot.www.sheknows.com
niedziela, 6 października 2013
Lekcja komunikacji
Dziś dzwoniłam umówić się na badania prenatalne. Przed tym terminem mam się spotkać z moim lekarzem prowadzącym, aby "upewnić się, że ciąża nie jest obumarła". No tak, zanim wydam te kilkaset złotych, lepiej mieć pewność, że wszystko jest w porządku. To dla uniknięcia ewentualnych rozczarowań, bo przecież ciąże obumarłe na tak wczesnym etapie się zdarzają.
Zastanawiam się, czy jest jakaś dobra forma przekazywania ludziom pesymistycznych wiadomości. Mogłoby się wydawać, że złe wieści to zawsze złe wieści, niezależnie od formy. Ale czy na pewno? Czy nie inaczej odbiera się komunikat: "chcemy potwierdzić, że dziecko rozwija się prawidłowo" niż "chcemy sprawdzić, czy nie ma wad genetycznych"?
W większości przypadków odbiór jest zależny od wrażliwości odbiorcy, ale przecież nie bez znaczenia jest też forma przekazu. Oczywiście są sytuacje, takie jak informowanie rodziny o śmierci jednego z jej członków, w których żadne słowa nie brzmią dobrze. Jednak w przypadkach, w których sprawy nie są ostateczni przesądzone, dobór słów przez personel medyczny ma niebagatelne znaczenie. Mam tu na myśli przekazywanie informacji poprzedzających badania, na przykład mówiące o celu badania.
Podszyte strachem
Wiele moich koleżanek na badania prenatalne szło zestresowanych. No bo przecież chodzi o wykluczenie poważnych wad. Zwłaszcza, że badania wykonywane są w takim terminie, do którego według polskiego prawa dopuszcza się legalną aborcję. No i jak z taką świadomością ma sobie poradzić kobieta w ciąży? Skoro aborcja wchodzi w grę, to znaczy, że wynik badania może być zły. Ledwo się zdążyła przyzwyczaić do myśli że będzie mamą, a tu za chwilę może się okazać, że jednak nie??
Te wszystkie myśli w głowie ciężarnej nie są najbardziej pożądane z punktu widzenia jej komfortu psychicznego i nastawienia emocjonalnego. Wiadomo, że nie sposób wykluczyć wszystkich stresorów. Myślę jednak, że warto dołożyć wszelkich starań, aby komunikaty raczej utwierdzały przyszłe mamy w przekonaniu, że badania są rutynowe, a wszelkie komplikacje omawiać dopiero w konfrontacji z faktami, czyli wynikami badań. Jeśli w ogóle będzie taka konieczność.
Szklanka do połowy pełna
Takie są moje osobiste preferencje. Lubię się czuć potraktowana jak indywidualny pacjent. Nie potrzebuję wiedzieć, czy z moimi objawami mieszczę się w średniej i czy przebieg mojej ciąży jest taki, jak u np. 73% populacji. Statystyki nie sprawiają, że czuję się lepiej, zdrowiej, normalniej, pewniej. Tym, co odpowiada za moje dobre samopoczucie jest świadomość, że lekarz - znając te wszystkie statystyki - przekazuje mi informacje wyłącznie na mój temat. Jeśli jest wszystko OK, to nie muszę wiedzieć, jak jest u innych pacjentek, jaki jest procent poronień albo wystąpienia chorób genetycznych.
Chcę się w pełni cieszyć moją ciążą tak długo, jak długo mam ku temu powody. Dlatego, pomimo iż niestety już zasiano mi ziarno niepewności i obaw związanych z badaniami prenatalnymi, przez dwa najbliższe tygodnie oczekiwania postaram się tegoż ziarna przynajmniej "nie podlewać".
Właśnie zdałam sobie sprawę, że zachowuję się trochę tak, jak pewna pacjentka onkologiczna. Do rozmów o jej stanie zdrowia upoważniła męża, który zamiast niej omawiał cały proces leczenia z lekarzami. Sama nie czytała nawet wyników badań, bo jak powiedziała: to by ją zabiło. Mąż miał za zadanie przekazywać jej tylko takie fakty, które były choć trochę pozytywne i dawały nadzieję. Cała reszta, w tym rokowania, zupełnie jej nie obchodziły.
To się nazywa wyparcie doskonałe!
fot.www.candornews.com
fot.www.miastokolobrzeg.pl
Zastanawiam się, czy jest jakaś dobra forma przekazywania ludziom pesymistycznych wiadomości. Mogłoby się wydawać, że złe wieści to zawsze złe wieści, niezależnie od formy. Ale czy na pewno? Czy nie inaczej odbiera się komunikat: "chcemy potwierdzić, że dziecko rozwija się prawidłowo" niż "chcemy sprawdzić, czy nie ma wad genetycznych"?
W większości przypadków odbiór jest zależny od wrażliwości odbiorcy, ale przecież nie bez znaczenia jest też forma przekazu. Oczywiście są sytuacje, takie jak informowanie rodziny o śmierci jednego z jej członków, w których żadne słowa nie brzmią dobrze. Jednak w przypadkach, w których sprawy nie są ostateczni przesądzone, dobór słów przez personel medyczny ma niebagatelne znaczenie. Mam tu na myśli przekazywanie informacji poprzedzających badania, na przykład mówiące o celu badania.
Podszyte strachem
Wiele moich koleżanek na badania prenatalne szło zestresowanych. No bo przecież chodzi o wykluczenie poważnych wad. Zwłaszcza, że badania wykonywane są w takim terminie, do którego według polskiego prawa dopuszcza się legalną aborcję. No i jak z taką świadomością ma sobie poradzić kobieta w ciąży? Skoro aborcja wchodzi w grę, to znaczy, że wynik badania może być zły. Ledwo się zdążyła przyzwyczaić do myśli że będzie mamą, a tu za chwilę może się okazać, że jednak nie??
Te wszystkie myśli w głowie ciężarnej nie są najbardziej pożądane z punktu widzenia jej komfortu psychicznego i nastawienia emocjonalnego. Wiadomo, że nie sposób wykluczyć wszystkich stresorów. Myślę jednak, że warto dołożyć wszelkich starań, aby komunikaty raczej utwierdzały przyszłe mamy w przekonaniu, że badania są rutynowe, a wszelkie komplikacje omawiać dopiero w konfrontacji z faktami, czyli wynikami badań. Jeśli w ogóle będzie taka konieczność.
Szklanka do połowy pełna
Takie są moje osobiste preferencje. Lubię się czuć potraktowana jak indywidualny pacjent. Nie potrzebuję wiedzieć, czy z moimi objawami mieszczę się w średniej i czy przebieg mojej ciąży jest taki, jak u np. 73% populacji. Statystyki nie sprawiają, że czuję się lepiej, zdrowiej, normalniej, pewniej. Tym, co odpowiada za moje dobre samopoczucie jest świadomość, że lekarz - znając te wszystkie statystyki - przekazuje mi informacje wyłącznie na mój temat. Jeśli jest wszystko OK, to nie muszę wiedzieć, jak jest u innych pacjentek, jaki jest procent poronień albo wystąpienia chorób genetycznych.
Chcę się w pełni cieszyć moją ciążą tak długo, jak długo mam ku temu powody. Dlatego, pomimo iż niestety już zasiano mi ziarno niepewności i obaw związanych z badaniami prenatalnymi, przez dwa najbliższe tygodnie oczekiwania postaram się tegoż ziarna przynajmniej "nie podlewać".
Właśnie zdałam sobie sprawę, że zachowuję się trochę tak, jak pewna pacjentka onkologiczna. Do rozmów o jej stanie zdrowia upoważniła męża, który zamiast niej omawiał cały proces leczenia z lekarzami. Sama nie czytała nawet wyników badań, bo jak powiedziała: to by ją zabiło. Mąż miał za zadanie przekazywać jej tylko takie fakty, które były choć trochę pozytywne i dawały nadzieję. Cała reszta, w tym rokowania, zupełnie jej nie obchodziły.
To się nazywa wyparcie doskonałe!
fot.www.candornews.com
fot.www.miastokolobrzeg.pl
wtorek, 20 sierpnia 2013
Test zdany. I co dalej?
Jest! Czerwona kreska na teście ciążowym. Hurra, zdałam! Po raz pierwszy stwierdzenie "wiedziałem!", które brzmi nieco jak "a nie mówiłem?" nie zadziałało na mnie jak płachta na byka :)
Gdy już łzy wzruszenia obeschły, uświadomiłam sobie, że to wcale nie był test końcowy, jak na zaliczenie szkoły. To dopiero początek - egzamin wstępny. Więc co dalej?
Pierwsza konsultacja z lekarzem zakończyła się zaleceniem, bym na pierwsze USG przyszła nie wcześniej, niż za dwa tygodnie. Do tego czasu mam się oszczędzać, nie kąpać w bardzo gorącej wodzie, nie przesilać i...nie skakać na trampolinie :) Nie wiem, skąd to ostatnie przyszło do głowy doktórce, ale zrozumiałam, że mam sobie odpuścić sporty związane z gwałtownymi podskokami.
W zawieszeniu
Domyślam się, że lekarskie doświadczenie pozwala ginekologom założyć, że nie każda ciąża przetrwa próbę czasu i w tym właśnie początkowym okresie jest sporo samoistnych poronień. W wielu przypadkach kobiety nawet nie dowiadują się, że były w ciąży - po prostu mają spóźniony "okres".
Pomimo świadomości, że to dla mojego dobra lekarz zaleca odczekanie jeszcze chwili, abym się nie rozczarowała, to jednak nie udało mi się pogodzić dwóch przeciwstawnych uczuć: oczekiwania i nie-oczekiwania. Bo jak można mieć nadzieję i wielką radość, a jednocześnie nastawiać się, że w razie niepowodzenia najwyżej pomyślę: "nic się nie stało"?
I tak byłam w lepszej sytuacji, niż znajoma, której lekarz powiedział dosłownie: "Jest pani w ciąży, ale proszę się nie cieszyć". Nie cieszyć się?! W przypadku chcianej ciąży nie cieszyć się? To znaczy co robić? Czekać na rozwój wydarzeń w smutku...? Spodziewać się, że nic z tego nie będzie, tak na wszelki wypadek? Przecież nasze psychiczne nastawienie ma ogromny wpływ na nasz organizm, a więc też i na to, czy tą ciążę utrzymamy.
Cóż, nie każdy ma to szczęście trafienia na lekarza, który w pacjencie dostrzega człowieka. Człowieka z jego emocjami, lękami, doświadczeniami. Oczywiście w gabinecie nie ma czasu na poznanie indywidualnej historii pacjenta ani na zbadanie poziomu jego wrażliwości. Jednak w wielu przypadkach wystarczyłaby odrobina empatii połączona z wiedzą o tym, w jaki sposób przekazywać informacje o rozpoznaniu, aby nie odbierać nadziei w tak radosnej chwili.
A co jeśli kobieta rzeczywiście poroni? - ktoś zapyta. Nierzadko będzie to bolesne rozczarowanie, jednak uważam, że smucić się należy wtedy, kiedy jest na to pora, czyli gdy poznamy fakty. Zamartwianie się na zapas jeszcze nikomu nie posłużyło.
fot.www.dooktor.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)



