Ładnych parę lat temu mówiłam o sobie "człowiek bez marzeń". Tak po prostu. Wydawało mi się, że nie mam marzeń. Nie robiłam specjalnych zestawień typu bucket list, sądziłam że nie mam żadnych szczególnych potrzeb.
Jednocześnie całkiem sporo dostawałam i wciąż dostaję od życia, co każe mi przypuszczać, że wiele moich marzeń realizuje się, zanim jeszcze zdążę im przykleić etykietę: marzenie.
Życie prezentuje
Często patrząc na ukochane dziecko myślę sobie, że jego obecność to jak spełnienie największego mojego marzenia. Tyle że... ja o czymś takim w życiu nie marzyłam! No bo jak marzyć o czymś, czego nie można sobie wyobrazić, czego się nie zna, co nie wiadomo jak się potoczy, jest ogromną niewiadomą. Nawet już w ciąży, gdy intensywnie myślałam o tym, jak to będzie być mamą, ani przez chwilę nie podejrzewałam, że to może tak wyglądać.
Spełnienie długo pielęgnowanych i w końcu zrealizowanych marzeń wiąże się z ogromną satysfakcją. Ale spełnienie nie poprzedzone marzeniami - to dopiero prezent!
fot.www.culthub.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą satysfakcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą satysfakcja. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 września 2014
czwartek, 17 lipca 2014
Przypadek rO!dzicielski
Wycinek rozmowy z przyjaciółką:
- Jak tam? Matkowanie ci służy?
- Nie wiem, czy służy. A po czym to poznać?
- Że możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwa, że ci dobrze w tej roli. Że częściej się uśmiechasz, niż myślisz: "o mój Boże".
Szalenie mi się te kryteria spodobały, zwłaszcza ostatnie. I odpowiedź od razu ułatwiona, wszak staram się nie wzywać imienia Pana Boga swego na daremno. Za to zdarza mi się wykrzyknąć w myślach: "o Matko!". Albo "o jejku!".
Zatem gramatycznie rzecz ujmując wrażenia z macierzyństwa najczęściej wyrażają się wołaczem. Tylko nie mam pojęcia, kto to jest ten "jejek"...
fot.www.jeszczelepiej.pl
- Jak tam? Matkowanie ci służy?
- Nie wiem, czy służy. A po czym to poznać?
- Że możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwa, że ci dobrze w tej roli. Że częściej się uśmiechasz, niż myślisz: "o mój Boże".
Szalenie mi się te kryteria spodobały, zwłaszcza ostatnie. I odpowiedź od razu ułatwiona, wszak staram się nie wzywać imienia Pana Boga swego na daremno. Za to zdarza mi się wykrzyknąć w myślach: "o Matko!". Albo "o jejku!".
Zatem gramatycznie rzecz ujmując wrażenia z macierzyństwa najczęściej wyrażają się wołaczem. Tylko nie mam pojęcia, kto to jest ten "jejek"...
fot.www.jeszczelepiej.pl
czwartek, 19 grudnia 2013
Matki wokół mnie
Na tegorocznym spotkaniu wigilijnym klubu Toastmasters spotkałam niewidziane od jakiegoś czasu znajome. Te, które nie wiedziały o mojej ciąży, zareagowały tak serdecznie, że (po raz kolejny) poczułam się nieswojo. Znów przypomniałam sobie moje bezemocjonalne reakcje na wiadomość o ciążach moich przyjaciółek jeszcze z czasów, gdy dzieci mnie zupełnie nie obchodziły... No cóż, uczę się tym nie zadręczać i z otwartymi ramionami przyjmować wszelkie miłe słowa, choć to nie takie proste :)
Wszystkie te kobiety łączyło jedno: miały swoje dzieci, niektóre całkiem już dorosłe. Pewnie dlatego brzmiały absolutnie przekonująco.
Zasada ograniczonego zaufania
B., psycholożka :), uczulała mnie, żebym nie dała się zwariować wszechobecnym ekspertom i doradcom (w tym psychologom oczywiście!). Jej wrażenia z porodu były odmienne od wszystkich dotychczasowych, o których mi opowiadano. Miała bardzo trudny poród i przeliczyła się z własnymi siłami. Wydawało się jej, że łagodniej zniesie ból, że lepiej sobie poradzi.
Aha, więc i w taką skrajność można popaść! (zwykle kobiety boją się raczej, że nie dadzą rady, rzadziej zakładają bardziej optymistyczne warianty). To cenna informacja dla mnie. Żebym nie przesadziła z wiarą w potęgę umysłu, ignorując przy tym ograniczenia ciała takie jak chociażby próg bólu.
Takie podejście koresponduje z opiniami moich innych koleżanek, które po naturalnym porodzie powiedziały wprawdzie, że ból jest do przeżycia i mają wielką satysfakcję, ale gdyby wiedziały wcześniej jaki to ból, poprosiłyby o znieczulenie. "Bo po co tak cierpieć?"
Nie przegap swojego dziecka!
I., ok 40-letnia matka dwójki dzieci, życzyła mi szczęśliwego rozwiązania i tego, bym potrafiła się zatrzymać i cieszyć tym dzieckiem, które już mnie kocha. "Ty jesteś taka szybka... życzę ci, żeby dziecko wniosło do twojego życia równowagę, która chyba bardzo ci się przyda".
Nie powiem, zaskoczyły mnie te słowa. Do tego stopnia, że nazajutrz musiałam się z nią skontaktować i dopytać, co dokładnie miała na myśli. Powiedziała, że postrzega mnie jako osobę żyjącą w pędzie, która ma milion rzeczy do zrobienia, która lubi być aktywna i słabo toleruje stan, gdy nic się nie dzieje. Wyraziła też obawę, czy nie będę tym typem matki, która czas spędzony z dzieckiem uzna za czas stracony, a dziecko będzie obwiniać za zabranie życia. Życzyła mi, żebym nie przegapiła swojego dziecka, zauważyła je od początku czyli wtedy, kiedy będzie mnie najbardziej potrzebowało. Powiedziała, że dzieciństwo mojego dziecka minie szybko i bezpowrotnie. Że w skali całego życia to króciutki epizod, dlatego łatwo go przegapić, skupiając się na innych rzeczach. I żebym, jako kobieta, potrafiła docenić dar macierzyństwa i wziąć sobie z niego jak najwięcej, ponieważ wiąże się z wielkim życiowym spełnieniem.
Bardzo poruszyło mnie to, co usłyszałam. Zwłaszcza, gdy na zakończenie dodała: "Twoje dziecko już cię słyszy, już czuje twoje nastroje, nie może się doczekać spotkania z tobą. Ono już cię kocha!".
Trudno dyskutować z argumentami tej doświadczonej matki. Kobiety, która pracowała i pracuje zawodowo, ale nigdy nie porównałaby satysfakcji z pracy do tej, którą czerpała i czerpie z macierzyństwa. Zaskoczyło mnie to, bo wiele moich koleżanek nie potrafiło "wysiedzieć" w domu na macierzyńskim, w czasie którego każdy dzień wyglądał tak samo, a to praca dostarczała bodźców i satysfakcji... Dodatkowo wizerunek silnej i przedsiębiorczej kobiety, którą I.
niewątpliwie jest, kontrastował mi z matczyną czułością, wrażliwością i uważnością, o której wspominała. A może pełna kobiecość to właśnie taka, która łączy w sobie zarówno siłę jak i delikatność...?
Bardzo sobie życzę, aby ich życzenia dla mnie się spełniły!
fot.www.prevention.com
fot.www.styl.pl
Wszystkie te kobiety łączyło jedno: miały swoje dzieci, niektóre całkiem już dorosłe. Pewnie dlatego brzmiały absolutnie przekonująco.
Zasada ograniczonego zaufania
B., psycholożka :), uczulała mnie, żebym nie dała się zwariować wszechobecnym ekspertom i doradcom (w tym psychologom oczywiście!). Jej wrażenia z porodu były odmienne od wszystkich dotychczasowych, o których mi opowiadano. Miała bardzo trudny poród i przeliczyła się z własnymi siłami. Wydawało się jej, że łagodniej zniesie ból, że lepiej sobie poradzi.
Aha, więc i w taką skrajność można popaść! (zwykle kobiety boją się raczej, że nie dadzą rady, rzadziej zakładają bardziej optymistyczne warianty). To cenna informacja dla mnie. Żebym nie przesadziła z wiarą w potęgę umysłu, ignorując przy tym ograniczenia ciała takie jak chociażby próg bólu.
Takie podejście koresponduje z opiniami moich innych koleżanek, które po naturalnym porodzie powiedziały wprawdzie, że ból jest do przeżycia i mają wielką satysfakcję, ale gdyby wiedziały wcześniej jaki to ból, poprosiłyby o znieczulenie. "Bo po co tak cierpieć?"
Nie przegap swojego dziecka!
I., ok 40-letnia matka dwójki dzieci, życzyła mi szczęśliwego rozwiązania i tego, bym potrafiła się zatrzymać i cieszyć tym dzieckiem, które już mnie kocha. "Ty jesteś taka szybka... życzę ci, żeby dziecko wniosło do twojego życia równowagę, która chyba bardzo ci się przyda".
Nie powiem, zaskoczyły mnie te słowa. Do tego stopnia, że nazajutrz musiałam się z nią skontaktować i dopytać, co dokładnie miała na myśli. Powiedziała, że postrzega mnie jako osobę żyjącą w pędzie, która ma milion rzeczy do zrobienia, która lubi być aktywna i słabo toleruje stan, gdy nic się nie dzieje. Wyraziła też obawę, czy nie będę tym typem matki, która czas spędzony z dzieckiem uzna za czas stracony, a dziecko będzie obwiniać za zabranie życia. Życzyła mi, żebym nie przegapiła swojego dziecka, zauważyła je od początku czyli wtedy, kiedy będzie mnie najbardziej potrzebowało. Powiedziała, że dzieciństwo mojego dziecka minie szybko i bezpowrotnie. Że w skali całego życia to króciutki epizod, dlatego łatwo go przegapić, skupiając się na innych rzeczach. I żebym, jako kobieta, potrafiła docenić dar macierzyństwa i wziąć sobie z niego jak najwięcej, ponieważ wiąże się z wielkim życiowym spełnieniem.
Bardzo poruszyło mnie to, co usłyszałam. Zwłaszcza, gdy na zakończenie dodała: "Twoje dziecko już cię słyszy, już czuje twoje nastroje, nie może się doczekać spotkania z tobą. Ono już cię kocha!".
Trudno dyskutować z argumentami tej doświadczonej matki. Kobiety, która pracowała i pracuje zawodowo, ale nigdy nie porównałaby satysfakcji z pracy do tej, którą czerpała i czerpie z macierzyństwa. Zaskoczyło mnie to, bo wiele moich koleżanek nie potrafiło "wysiedzieć" w domu na macierzyńskim, w czasie którego każdy dzień wyglądał tak samo, a to praca dostarczała bodźców i satysfakcji... Dodatkowo wizerunek silnej i przedsiębiorczej kobiety, którą I.
niewątpliwie jest, kontrastował mi z matczyną czułością, wrażliwością i uważnością, o której wspominała. A może pełna kobiecość to właśnie taka, która łączy w sobie zarówno siłę jak i delikatność...?
Bardzo sobie życzę, aby ich życzenia dla mnie się spełniły!
fot.www.prevention.com
fot.www.styl.pl
niedziela, 24 listopada 2013
Duma (bez uprzedzenia)
W cyklu "rady nie od parady" znów dzielę się doświadczeniami znajomych kobiet, które mają "to" już za sobą.
A więc poród można traktować jak sprawdzian. Sprawdzić się w roli kobiety, w której naturę rodzenie dzieci jest wpisane. Czy da radę? Czy spełni się? Czy poradzi sobie z tym najbardziej kobiecym zadaniem?
Zmiana frontu
Nagle poczułam ukłucie zazdrości w stosunku do tych wszystkich pań, które podołały, które zdały swój egzamin z kobiecości. Ogromnie zaskoczyła mnie ta moja reakcja, bo przecież wszystko ciągle przede mną, ale...
Nie ukrywam, że w chwilach, gdy ogarniał mnie niespodziewany lęk przed porodem, uspokajałam się myślą, że na szczęście jest jeszcze drugie wyjście: cesarskie cięcie. Stąd zaskoczenie, że nagle zapragnęłam jednak móc urodzić naturalnie, po to właśnie, by zapisać sobie ten niebagatelny sukces na koncie.
Tak na logikę, jeśli popatrzę na poród jak na wyzwanie, zupełnie inaczej się do niego nastawię, niż jak wtedy, gdy będę szła jak na ścięcie. Od razu włącza mi się bojowa postawa: "że ja nie dam rady? ja???!".
Jeszcze odnośnie mojej zazdrości, przypomniało mi się, że niektóre, najczęściej starsze kobiety, traktują przebyte porody jako źródło energii odnawialnej. Nie ma rzeczy, która mogłaby takie przerazić. Mówią: "panie, piątkę dzieci urodziłam, to nie poradzę sobie z... ?!". Myślę sobie wtedy, że to musi być doświadczenie tak bardzo uskrzydlające i utwierdzające kobietę w jej własnej sile, że można z niego czerpać do końca życia. Pozwala bowiem podchodzić do wszystkich kolejnych życiowych wyzwań z dużym dystansem i poczuciem skuteczności.
Też chcę się przekonać o swoim kobiecym potencjale. Dam radę. Odnajdę w sobie potrzebą siłę.
I będę z siebie dumna!
fot.www.strenghttrainingtechniques-npt.com
fot.www.byebyewaistline.wordpress.com
Tym razem usłyszałam: "Poród naturalny to niesamowity wyczyn dla kobiety. Już po wszystkim będziesz czuła ogromną ulgę i taaaaką satysfakcję, jak jeszcze nigdy w życiu. Będziesz z siebie dumna!"I znów mnie wmurowało. To dla mnie nowość, bo chyba w ogóle nie docierają do mnie komunikaty, że kobiety rodzące siłami natury są z siebie takie dumne. Wprawdzie w opowieściach często wybrzmiewa pewien rodzaj zadowolenia, ale zwykle wiązałam je ze szczęściem, że dziecko urodziło się zdrowe i jest już na świecie.
A więc poród można traktować jak sprawdzian. Sprawdzić się w roli kobiety, w której naturę rodzenie dzieci jest wpisane. Czy da radę? Czy spełni się? Czy poradzi sobie z tym najbardziej kobiecym zadaniem?
Zmiana frontu
Nagle poczułam ukłucie zazdrości w stosunku do tych wszystkich pań, które podołały, które zdały swój egzamin z kobiecości. Ogromnie zaskoczyła mnie ta moja reakcja, bo przecież wszystko ciągle przede mną, ale...
Nie ukrywam, że w chwilach, gdy ogarniał mnie niespodziewany lęk przed porodem, uspokajałam się myślą, że na szczęście jest jeszcze drugie wyjście: cesarskie cięcie. Stąd zaskoczenie, że nagle zapragnęłam jednak móc urodzić naturalnie, po to właśnie, by zapisać sobie ten niebagatelny sukces na koncie.
Tak na logikę, jeśli popatrzę na poród jak na wyzwanie, zupełnie inaczej się do niego nastawię, niż jak wtedy, gdy będę szła jak na ścięcie. Od razu włącza mi się bojowa postawa: "że ja nie dam rady? ja???!".
Jeszcze odnośnie mojej zazdrości, przypomniało mi się, że niektóre, najczęściej starsze kobiety, traktują przebyte porody jako źródło energii odnawialnej. Nie ma rzeczy, która mogłaby takie przerazić. Mówią: "panie, piątkę dzieci urodziłam, to nie poradzę sobie z... ?!". Myślę sobie wtedy, że to musi być doświadczenie tak bardzo uskrzydlające i utwierdzające kobietę w jej własnej sile, że można z niego czerpać do końca życia. Pozwala bowiem podchodzić do wszystkich kolejnych życiowych wyzwań z dużym dystansem i poczuciem skuteczności.
Też chcę się przekonać o swoim kobiecym potencjale. Dam radę. Odnajdę w sobie potrzebą siłę.
I będę z siebie dumna!
fot.www.strenghttrainingtechniques-npt.com
fot.www.byebyewaistline.wordpress.com
piątek, 4 października 2013
Kreatywne hormony
Nie wiem, co sprawiło, że mój organizm, a zwłaszcza mój umysł tak się zmobilizował. Tym razem jednak zamiast dociekać przyczyn po prostu bardzo się cieszę, że moje ciało staje na wysokości zadania podsuwając mi warte rozważenia rozwiązania.
1. Adapter do pasów bezpieczeństwa do samochodu - genialny wynalazek, w który warto się wyposażyć. Właśnie sobie przypomniałam, która znajoma niewiasta będąca ostatnio w ciąży może taki mieć. Zadzwoniłam - pożyczy. Jesssss!
2. Zdrowe jedzenie - coś, o co zdecydowanie warto się postarać. Ale czy koniecznie samemu? Mogę poprosić o pomoc osobę z rodziny, która uwieeeeelbia gotować i która chętnie wspiera każdego w kulinarnej potrzebie. Zamówię więc "abonament" na domowej roboty wędlinę (zamiast sklepowej szynki naszpikowanej konserwantami). Zadzwoniłam - nie ma problemu. Jesss!
Powyższe sytuacje to jednak wyjątki. Zwykle proszenie wcale nie przychodzi mi tak łatwo. Tym razem zachęciłam się podstępem, a właściwie świadomością, że tak naprawdę ludzie lubią pomagać innym, bo mają z tego satysfakcję. Ostatecznie obie strony odnoszą korzyść. Proszący otrzymują wartość rzeczową, a proszeni - emocjonalną, w postaci dobrego samopoczucia.
Tym sposobem rozszerzyłam swój krąg wsparcia. I choć od początku nie byłam i nie jestem sama ze swoją ciążą, to jednak troska i zaangażowanie większej ilości osób sprawia, że coraz poważniej myślę, że DAM RADĘ.
fot.www. motivationispower.pinger.pl
1. Adapter do pasów bezpieczeństwa do samochodu - genialny wynalazek, w który warto się wyposażyć. Właśnie sobie przypomniałam, która znajoma niewiasta będąca ostatnio w ciąży może taki mieć. Zadzwoniłam - pożyczy. Jesssss!
2. Zdrowe jedzenie - coś, o co zdecydowanie warto się postarać. Ale czy koniecznie samemu? Mogę poprosić o pomoc osobę z rodziny, która uwieeeeelbia gotować i która chętnie wspiera każdego w kulinarnej potrzebie. Zamówię więc "abonament" na domowej roboty wędlinę (zamiast sklepowej szynki naszpikowanej konserwantami). Zadzwoniłam - nie ma problemu. Jesss!
Powyższe sytuacje to jednak wyjątki. Zwykle proszenie wcale nie przychodzi mi tak łatwo. Tym razem zachęciłam się podstępem, a właściwie świadomością, że tak naprawdę ludzie lubią pomagać innym, bo mają z tego satysfakcję. Ostatecznie obie strony odnoszą korzyść. Proszący otrzymują wartość rzeczową, a proszeni - emocjonalną, w postaci dobrego samopoczucia.
Tym sposobem rozszerzyłam swój krąg wsparcia. I choć od początku nie byłam i nie jestem sama ze swoją ciążą, to jednak troska i zaangażowanie większej ilości osób sprawia, że coraz poważniej myślę, że DAM RADĘ.
fot.www. motivationispower.pinger.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)






