Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedza. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

W sąsiednim wózku

W czasie kilku moich wolnych od pracy dni zgłosiłam się na ochotnika do spacerów z sąsiadką - mamą półtoramiesięcznej córki. Przynajmniej będę miała motywację zewnętrzną do wyjścia z domu, a poza tym będę mogła podglądnać, jak to jest!!

Początkowo trochę nieśmiało zaglądałam do wózka, chowającego małego człowieczka. Ciągle nie mogę uwierzyć, że mała jest już na świecie. Jeszcze w listopadzie była przecież w maminym brzuchu! Od czasu do czasu zazdrośnie spoglądam na sąsiadkę, która znakomicie radzi sobie z dzieckiem i jak na moje oko, zachowuje się jak rasowa mamuśka. 
Skąd ona wie, jak mówić do dziecka, jak go ubrać i w jakim tempie spacerować z wózkiem?? Spokojnie, spokojnie - powtarzam sobie. Ja też będę wiedzieć, jak już będzie to dotyczyło mojego własnego dziecka. 
Niesamowite, że w kwietniu znów będę spacerować po osiedlu, tyle że już z własnym dzieckiem w wózku! Jeszcze nie wiem, czy ten dreszcz przebiegający po plecach to bardziej podekscytowanie, czy obawa. Pewnie i jedno i drugie, ale z przewagą tego pierwszego. 

!!! :)


fot.www.disneybaby.com

środa, 27 listopada 2013

Literatura - podejście kolejne

Wygląda na to, że im bardziej zaawansowana ciąża, tym więcej chce się wiedzieć. 

Jednak odważyłam się sięgnąć po książki fachowe. Jak zaczęłam czytać, to się okazało, że interesuje mnie prawie wszystko po kolei. Wcześniej pewne tematy mnie raczej przerażały niż zachęcały. 

Pomału przekonuję się, że większa wiedza wcale nie musi stać w konflikcie ze spokojem ducha. Ale to nie jest reguła. Mam świadomość, że mogę z tej wiedzy zrobić dobry użytek, ale mogę też sobie zaszkodzić. 

Dlatego zaglądam do książek tylko wtedy, kiedy naprawdę odczuwam potrzebę, kiedy chcę się czegoś konkretnego dowiedzieć. 


fot.www.ciazowomi.wordpress.com

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nikt mi tego nie powiedział!

- "Smarujesz się oliwką regularnie? Wiesz, profilaktyka. Przeciwko rozstępom" - pyta znajoma troskliwie.

Tak. Od samego początku. 

- "No to dobrze. Bo mnie w pierwszej ciąży nikt tego nie powiedział i niestety mam po ciąży brzydką pamiątkę na brzuchu i udach..." 

Trochę mnie zatkało. Jak to, nikt nie powiedział? W dobie internetu i dostępu do fachowej literatury nie wiedziała takiej podstawowej rzeczy? 

Na początku nie mieściło mi się to w głowie, ale po chwili spokorniałam, bo przecież pewnie i ja nie wiem wielu wierzy, o których nikt nie mówi, bo "to się po prostu wie". 

A jednak nie zawsze się wie. Przykład koleżanki uzmysłowił mi, że ani książki ani internet nie mają takiej siły przebicia, jak przekaz na żywo od drugiego człowieka. 

Dlatego w tym miejscu chcę wyrazić wdzięczność tym wszystkim kobietom, które są wokół mnie i służą radą oraz pomocą. Cieszę się, że dzieląc się cennym doświadczeniem oszczędzacie mi czasu, który musiałabym poświęcić na studiowanie literatury albo fora internetowe. 

Dziękuję! 


fot.www.bus9fortheparadise-blog.blogspot.com

poniedziałek, 14 października 2013

Lista lektur (nie)obowiązkowych

Już na początku ciąży dostałam od kobiet-matek z rodziny książki o ciąży, porodzie, połogu, pierwszym roku życia dziecka. I jakoś ciągle mnie do nich nie ciągnie. 

Zapisałam się na newslettery kilku portali tematycznych, ale od nadejścia maila do przeczytania go jeszcze daleka droga. 

Nie kupiłam ani jednej gazety poświęconej dziecku, ciąży, czy macierzyństwu. W kolejce do przeczytania mam kilka egzemplarzy magazynów kobiecych, których tematyka dużo bardziej mnie interesuje. 

Tematy ciążowe wydają mi się ciągle zbyt odległe, abstrakcyjne, a chwilami przerażające (opisy komplikacji okołoporodowych). Z jednej strony nie chcę się zmuszać do tych lektur, skoro nie czuję potrzeby, ale z drugiej...czy nie będę sobie za kilka miesięcy pluła w brodę, że nie przygotowałam się odpowiednio?

Tu pojawia się pytanie zasadnicze: do czego tak właściwie literatura może mnie przygotować? Do bycia mamą? Do posiadania dziecka? Do organizacji życia z dzieckiem...? 

Obawiam się, że dopóki nie odpowiem sobie na pytanie, co dokładnie chcę znaleźć w tych książkach, nie będą one dla mnie przydatne. Tym samym nie będę odczuwała braku, jeśli ich nie przeczytam. 


fot.www.livinggreenwithbean.com

sobota, 24 sierpnia 2013

Pierwszy raz w internecie

Niewiele czasu upłynęło od chwili, w której postanowiłam nie pytać "specjalisty Google" o cokolwiek w sprawie ciąży, do momentu, w którym zmieniłam zdanie :)

Choć wciąż czekam na potwierdzenie ciąży przez ginekologa, podkusiło mnie, żeby jednak sprawdzić, czy przypadkiem nie ma czegoś takiego, o czym koniecznie muszę wiedzieć już teraz. Bo o ile jest dla mnie jasne, że teraz bardziej o siebie dbam, zdrowiej jem, wykluczając pewne produkty spożywcze całkowicie, to może się zdarzyć, że nie wpadłam na jakąś równie ważną oczywistość. Przecież nigdy wcześniej nie byłam w ciąży, a do tego dotychczas byłam totalną ignorantką w tych tematach...

Jednym z pierwszych serwisów, który się nawinął, był Parenting.pl, moderowany przez Dorotę Zawadzką, która dla wielu jest autorytetem w tej dziedzinie. Czy również moim? Na razie trudno mi to stwierdzić. W każdym razie portal wydaje mi się tak kompleksowo ujmować temat, że zaniechałam póki co dalszych poszukiwań i ostro się wczytuję. 

Muszę przyznać, że w pierwszej chwili ogarnęła mnie ogromna ciekawość połączona z paniką, że ta cała ciąża to pole tak mi nieznane, że nie wiem, czy 9 miesięcy wystarczy, by zgłębić choć najważniejsze zagadnienia! Najlepiej, gdybym mogła całą tą wiedzę pojąć i przyswoić natychmiast, a potem tylko na spokojnie stosować... 

Tyle że po pierwsze to nierealne, a po drugie - dość niepraktyczne. Bo nawet jeśli się oczytam, to będę bogatsza jedynie w teorię. I tak na chłopski rozum, po co mi dziś wiedza o tym, co będzie w trzecim trymestrze, skoro teraz powinnam się skupić na pierwszym, a poza tym za pół roku i tak zapomnę?


Kilka głębokich oddechów. Przeponowych (już wiem, że właśnie takie warto praktykować). Wdech - wydech. Wdech - wydech. Ludzie pracujący z ciałem nazywają to "oddechem do brzucha".

Obserwuję, jak pomału poczucie przytłoczenia ustępuje miejsca spokojowi. A spokój jest mi teraz bardzo potrzebny! Mówię sobie, że wszystkiego co potrzebne, dowiem się w odpowiednim czasie. Chyba udało mi się przekonać siebie do takiego podejścia. Zobaczymy na jak długo :)


fot.www.mensfitness.com
fot.www.maryhillmanor.org
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...