czwartek, 31 października 2013

I wszystko stało się jasne!

Pochwalił się tak bezwstydnie, że nie ma wątpliwości. 

Syn!!!

Od dziś mogę nareszcie mówić do brzucha po imieniu :)


fot.www.commons.wikimedia.org

piątek, 25 października 2013

Zapasy zmartwień

Pomimo mocnego postanowienia, że w ciąży nie będę się zamartwiać na zapas, przyznaję się bez bicia, że nie zawsze jestem w tym względzie zdyscyplinowania. 

Co jakiś czas pojawiają mi się w głowie czarne scenariusze związane z porodem, moją nieumiejętną opieką nad dzieckiem czy problemami z karmieniem. Najczęściej w wyniku rozmowy z jakąś kobietą, która nie ma zbyt szczęśliwszych wspomnień i nieopatrznie się nimi podzieliła. Albo dlatego, że przeczytałam o jeden artykuł w internecie za dużo - i wystarczyło, żeby się nakręcić.  


Czasami też sama, ni stąd ni zowąd, zaczynam się zastanawiać, czy dobrze przeżywam ciążę, czy o wszystkim pomyślałam, czy ze wszystkim zdążę do narodzin. No i w końcu - czy sprawdzę się jako matka. 



Kijowa nauczka

Choć mam pełną świadomość, że zadręczanie się ma niespecjalny sens, a tylko pogarsza samopoczucie, to nie raz muszę sięgnąć do doświadczeń z przeszłości, żeby udowodnić sobie po raz kolejny, że myślenie o przyszłości w taki sposób nie jest ani zdrowe, ani potrzebne. 
Kolejne takie doświadczenie zdobyłam niedawno. 

Tydzień temu zamówiłam nowe kije do nordic walking. Odbiór - przesyłka kurierska. Tylko...dlaczego właściwie podałam adres domowy, skoro prawie wcale mnie tam nie ma? Mogłam spokojnie podać adres firmowy wraz z godzinami mojej pracy. A jak nie nie zastanie w domu i żadnej pasującej mu porze? Pewnie do mnie zadzwoni... Może wtedy może poproszę, żeby zostawił paczkę u sąsiadów? Tylko których? Hmm, jak powiem mu, żeby się rozejrzał i jeśli pod domem zobaczy srebrne auto, to niech puka do tych po prawej, a jeśli niebieskie - to zastanie tych po lewej? Przesyłka jest opłacona, więc nie powinno być problemu. 

Tym sposobem stworzyłam plan B, lecz mimo to powód do zmartwień nie zniknął zupełnie. No bo przecież mogło się zdarzyć, że żadnej z sąsiadek nie będzie w domu!

Planu C nie zdążyłam już obmyślić, ponieważ nazajutrz obudził mnie dzwonek do drzwi. Gdy zauważyłam przez okno, że to kurier, zdążyłam tylko przywdziać szlafrok i zbiec otworzyć drzwi. Oślepiające słońce uniemożliwiało mi otworzenie i tak wciąż sklejonych powiek, więc mając do dyspozycji jedynie wąskie pole widzenia w lewym oku, powitałam miłego pana szerokim uśmiechem. Odebrałam przesyłkę, podpisałam co trzeba i już zamykając drzwi roześmiałam się w głos kręcąc z niedowierzaniem głową.

W czasie gdy ja zamartwiałam się realizacją jednego z możliwych scenariuszy, los przygotował dla mnie zupełnie inny bieg wydarzeń. I to taki, który - gdybym go przewidziała - stanowiłby zasadniczy powód do zmartwień (zwykle jest dla mnie nie do pomyślenia, aby otworzyć komukolwiek drzwi przed zrobieniem porannej toalety i ubraniem się, a przynajmniej otwarciem obojga oczu!). Wobec tego mój “prawdziwy” powód do zmartwień musiałby brzmieć: “co będzie, jeśli kurier przyjedzie za wcześnie?”. 

Zapasy dla zapaśników

Życie lubi zaskakiwać, o czym przekonuję się raz po raz, dlatego martwienie się na zapas naprawdę mija się z celem. Teraz, dzięki sytuacji z kurierem, za każdym razem gdy zachciewa mi się kręcić w głowie abstrakcyjne filmy, wystarczy że spojrzę na kijki do nordic walking. Przypominają mi nie tylko kuriera, który je dostarczył, ale przede wszystkim mnie zaskoczoną biegiem wydarzeń. I naprawdę odechciewa się wchodzić w kompetencje wróżbitom :) 

Jak to się ma do tego, co teraz się dzieje w moim życiu? Choćby tak, że przedwczesne stresowanie np. przebiegiem porodu jest bezcelowe, bo zwyczajnie nie mogę przewidzieć, jak będzie. Będzie, jak będzie. Ani lepiej, ani gorzej. A pracę z wizualizacją lepiej zostawię sobie do bardziej przewidywalnych celów :)


fot.www.multishop24.pl
fot.www.english.hidden-science.net

czwartek, 17 października 2013

Obrazek czas zacząć!

Kiedyś obiecałam sobie, że jak będę w ciąży, to własnoręcznie namaluję mojemu dziecku obrazek z Aniołem Stróżem. Podobny do tego, jaki wisiał w pokoiku dziecięcym nad moim łóżkiem przez wiele lat.

Wygląda na to, że właśnie przyszedł ten czas :) 

Przede mną kilka miesięcy, więc nie pali się, ale chyba lepiej zacząć wcześniej, niż później. Podobno nieużywany talent zanika, a przez ostatnie lata trochę odzwyczaiłam rękę od rysowania... 

Jutro wybieram się do sklepu dla plastyków po papier o specjalnej fakturze, na którym będzie dobrze wyglądał rysunek wykonany pastelami.  

Na samą myśl o rysowaniu odczuwam już ten dreszcz emocji, który towarzyszył mi w dzieciństwie, gdy zamykałam się w pokoju na wiele godzin, aby się twórczo spełniać :)

Zobaczymy, co z tego wyniknie tym razem! 


fot.www.poziomkislow.wordpress.com

poniedziałek, 14 października 2013

Lista lektur (nie)obowiązkowych

Już na początku ciąży dostałam od kobiet-matek z rodziny książki o ciąży, porodzie, połogu, pierwszym roku życia dziecka. I jakoś ciągle mnie do nich nie ciągnie. 

Zapisałam się na newslettery kilku portali tematycznych, ale od nadejścia maila do przeczytania go jeszcze daleka droga. 

Nie kupiłam ani jednej gazety poświęconej dziecku, ciąży, czy macierzyństwu. W kolejce do przeczytania mam kilka egzemplarzy magazynów kobiecych, których tematyka dużo bardziej mnie interesuje. 

Tematy ciążowe wydają mi się ciągle zbyt odległe, abstrakcyjne, a chwilami przerażające (opisy komplikacji okołoporodowych). Z jednej strony nie chcę się zmuszać do tych lektur, skoro nie czuję potrzeby, ale z drugiej...czy nie będę sobie za kilka miesięcy pluła w brodę, że nie przygotowałam się odpowiednio?

Tu pojawia się pytanie zasadnicze: do czego tak właściwie literatura może mnie przygotować? Do bycia mamą? Do posiadania dziecka? Do organizacji życia z dzieckiem...? 

Obawiam się, że dopóki nie odpowiem sobie na pytanie, co dokładnie chcę znaleźć w tych książkach, nie będą one dla mnie przydatne. Tym samym nie będę odczuwała braku, jeśli ich nie przeczytam. 


fot.www.livinggreenwithbean.com

piątek, 11 października 2013

Z cudzego doświadczenia

Zauważyłam, że DZIECI to temat rzeka i właściwie każde babskie spotkanie można by przetrwonić na takie rozmowy. Pewnie jak moje dziecko już się narodzi to i mnie to nie ominie, bo ulegnę pokusie chwalenia się, czego to mój maluch nie zrobił :) 

Póki co jednak uważnie filtruję informacje wyłapując te, na które mam aktualnie zapotrzebowanie. Czyli te uspokajające, że jest i będzie OK i że dam sobie ze wszystkim radę. 

Z maminych mądrości wyłowiłam ostatnio kilka ważnych dla mnie punktów: 

1. Umiar wychodzi na zdrowie 

Położna, która chodziła po porodzie do mojej koleżanki powiedziała jej, że dzieciom ze zbyt czystych, tzw. sterylnych domów zawsze się coś przyplącze. Jak nie alergia, to inne "uczulenie" na czystość i nienaturalne warunki życia. Te z brudniejszych domów, nawet lekko patologicznych, są zwykle zdrowsze - bardziej zahartowane. Podobnie matki, które na siebie i dziecko nadmiernie "chuchają" mają więcej problemów wszelakich.

Niestety nie wiem, gdzie leży granica między czystością a przesadą, ale taka opinia uspokoiła mnie o tyle, że jeśli w pierwszych tygodniach po porodzie sprzątanie od czasu do czasu przegra u mnie z potrzebą snu, to świat się nie zawali :)

2. Błędy rodzicielskie

Znajomy, jak tylko dowiedział się o mojej ciąży, wyrwał się tylko z jedną radą. "Ciesz się tym okresem i tym, co się dzieje w twoim ciele. I nie próbuj robić wszystkiego idealnie, bo to niemożliwe". 

No tak, proste. Właściwie dobrze jest mieć taką świadomość od samego początku - żeby uniknąć rozczarowań i nie zagnębiać się, gdy braknie mi na coś sił. Albo gdy popełnię jakieś błąd zaniechania przez chociażby niewiedzę. 

3. Mniejsze zło

Często przepytuję znajome o to, jak bardzo przestrzegały ciążowej diety. Głównie dlatego, że sama podchodzę do tematu świadomie, ale wielokrotnie ulegam różnym zachciankom. I nie zawsze udaje mi się obyć bez wyrzutów sumienia, że coś nie było najlepszym wyborem jeśli chodzi o inwestycję w zdrowie dziecka. Akurat nie jestem zwolenniczką podejścia, że w ciąży należy sobie folgować i pozwalać na wszystko. Może dlatego, że jeszcze żaden smak i zachcianka nie wyciągnęły mnie z łóżka w środku nocy i nie kazały pędzić do najbliższego sklepu całodobowego. Jasne, mam ochotę na różne rzeczy, ale nie w dużo większym stopniu, niż przed ciążą. Teraz jest tylko taka różnica, że moje bycie łasuchem mogę jakoś uzasadnić :)

Dlatego przypadły mi do gustu słowa koleżanki, która choć preferuje zdrowe odżywianie, pozwalała sobie w ciąży na różne odstępstwa. Stwierdziła, że niezjedzenie słoika nutelli bardziej by jej zaszkodziło niż zjedzenie, bo na walkę z pokusą zużyłaby za dużo energii, a poza tym wydzieliły by się w jej organizmie jeszcze hormony stresu. Stawiając na nutellę, wybrała więc mniejsze zło! :)

4. Najlepsza mama

Ostatnia wysłuchana mądrość to taka, żeby...nie słuchać zbyt wielu mądrości :) Nie dać się zwariować opiniom ekspertów, nie czytać za wiele gazet dla rodziców itp. I najważniejsze - nie dać sobie wmówić, że jest się gorszą mamą jeśli się nie spełnia jakiegoś warunku "idealnego macierzyństwa". 

Cenna uwaga, bo faktycznie jeśli coś jest w modzie np. karmienie piersią, to przyznanie się do tego, że wybrało się karmienie butelką, może się wiązać ze społecznym potępieniem (co to za matka, która nie da dziecku tego co najlepsze?!). Warto być przygotowanym na taką konfrontację, ale jednocześnie umieć obronić własny wybór tego, co najlepsze dla mnie i dziecka. Mówiąc "obronić" mam na myśli przestrzegać, a nie tłumaczyć się. Jedno z praw asertywności zakłada, że nie musimy się nikomu tłumaczyć z własnych decyzji.  


fot.www.visitlondon.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...