Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreatywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreatywność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

Czarodziejski mazak

Pamiętacie takie czary-mary z przedszkola, czy może już podstawówki, kiedy na kartce leżały biurowe spinacze, a pod kartką przesuwało się magnes? Osoba, która nie widziała "zaplecza", czyli tego co się działo pod kartką, mogła podziwiać magię samodzielnie przemieszczających się spinaczy!

Dziś sama poczułam się jak takie dziecko, któremu pokazano sztuczkę. 

Czytając książkę, od czasu do czasu coś w niej zaznaczam, więc raz po raz używam markera. Nie opłaca mi się więc go odkładać na półkę, dlatego kładę go sobie najczęściej na brzuchu, bo mam teraz taki fajny stoliczek pod ręką :) 

Nagle patrzę, a marker fruuu...z lewej do prawej... i z powrotem! Wędruje sobie nieskrępowany to w jedną to w drugą, a ja oczom nie wierzę! 

Mojemu synusiowi najwidoczniej przestała wystarczać zabawa pępowiną albo własnymi kończynami i postanowił spróbować czegoś nowego - na przykład jak tu zrobić mamie psikus :)

Nie pozostało mi nic innego, jak wlepić gały i napawać się tym niecodziennym widokiem!


fot.www.artykuly-biurowe.eu

piątek, 4 października 2013

Kreatywne hormony

Nie wiem, co sprawiło, że mój organizm, a zwłaszcza mój umysł tak się zmobilizował. Tym razem jednak zamiast dociekać przyczyn po prostu bardzo się cieszę, że moje ciało staje na wysokości zadania podsuwając mi warte rozważenia rozwiązania.

1. Adapter do pasów bezpieczeństwa do samochodu - genialny wynalazek, w który warto się wyposażyć. Właśnie sobie przypomniałam, która znajoma niewiasta będąca ostatnio w ciąży może taki mieć. Zadzwoniłam - pożyczy. Jesssss!

2. Zdrowe jedzenie - coś, o co zdecydowanie warto się postarać. Ale czy koniecznie samemu? Mogę poprosić o pomoc osobę z rodziny, która uwieeeeelbia gotować i która chętnie wspiera każdego w kulinarnej potrzebie. Zamówię więc "abonament" na domowej roboty wędlinę (zamiast sklepowej szynki naszpikowanej konserwantami). Zadzwoniłam - nie ma problemu. Jesss!


Powyższe sytuacje to jednak wyjątki. Zwykle proszenie wcale nie przychodzi mi tak łatwo. Tym razem zachęciłam się podstępem, a właściwie świadomością, że tak naprawdę ludzie lubią pomagać innym, bo mają z tego satysfakcję. Ostatecznie obie strony odnoszą korzyść. Proszący otrzymują wartość rzeczową, a proszeni - emocjonalną, w postaci dobrego samopoczucia. 

Tym sposobem rozszerzyłam swój krąg wsparcia. I choć od początku nie byłam i nie jestem sama ze swoją ciążą, to jednak troska i zaangażowanie większej ilości osób sprawia, że coraz poważniej myślę, że DAM RADĘ.  


fot.www. motivationispower.pinger.pl

środa, 21 sierpnia 2013

SUPERmama

Moje pole percepcyjne, teraz jeszcze bardziej otwarte na informacje na temat dzieci, nie przestaje mi podsyłać kolejnych bodźców. Tak jakby obrazy pojawiające się raz po raz w mojej głowie, były niewystarczająco monotematyczne :) 

Zaglądam do skrzynki mailowej, a tu wiadomość o wdzięcznym tytule "Produktywna super-mama". Może nie zdziwiłaby mnie ona w najmniejszym stopniu, gdyby pochodziła z jakiegoś babskiego portalu. Ale nie, autorem jest Bartek Popiel, którego blog i działalność szkoleniowa zwykle nie były adresowane do mam, nawet nie do samych kobiet jakoś szczególnie. A tu taka niespodzianka! 

Klik - otwieram, przeglądam, dodaję do ulubionych dwuczęściowy artykuł "Jak pracować w domu i zajmować się dzieckiem". Cenny i tym ciekawszy, że napisany przez mężczyznę, a więc z większym dystansem, co czasem bywa pomocne. I już się cieszę, że ważne informacje spływają do mnie zanim jeszcze sama zacznę ich poszukiwać.




100% normy?

Za jakiś czas wracam do artykułu i zauważam, że mój entuzjazm maleje. Przeciwnie, pojawia się pewnego rodzaju opór. Przed czym? Przed słowem "super". Kojarzy mi się z ciśnieniem, że wszystko musi być na 100%, idealnie, perfekcyjnie. Po pierwsze nie musi, po drugie - nie będzie. 

Statystyki pokazują, że kobiety, które chcą się perfekcyjnie przygotować do roli mamy i później takimi mamami być, czeka niemałe rozczarowanie. Konfrontacja z rzeczywistością wcześniej czy później pokazuje, że ideał nie jest osiągalny, choćby dlatego, że nawet jeśli same będziemy świetnie zorganizowane, to nie możemy sobie podporządkować aktywności małego dziecka. 

Dlatego wolę nie zakładać, jak to będzie. Oczywiście jakiś plan ramowy mam w głowie, ale bez detali, na które mogę nie mieć wpływu. Doświadczone mamy, choć świetnie zorganizowane w życiu zawodowym, podpowiadają, żeby na polu macierzyństwa pozostawić sobie dużo przestrzeni, w ramach której będę poznawać dziecko, siebie jako matkę i na bieżąco uczyć się, jak odnaleźć się w roli. W ich wypowiedziach ani razu nie pojawiło się słowo perfekcjonizm. Mówiły za to wielokrotnie o elastyczności, obserwacji, otwartości i zaufaniu w swoją spontaniczną zaradność. 

"S" jak Superwoman 

Wiem, wiem - dziś mogę na ten temat tylko gdybać, ale już teraz intuicyjnie czuję, że bliższy mi będzie model mamy niedoskonałej. Niedoskonała, ale wystarczająco dobra. Taka, która po swojemu poradzi sobie z trudnościami i w porę odnajdzie w sobie pokłady kreatywności tak potrzebnej w zupełnie nowych sytuacjach. Bo przecież w razie kłopotów ubiorę specjalną motywującą koszulkę* i wszystko dobrze się ułoży :)

* dla tych, którzy jeszcze nie widzieli/nie słyszeli piosenki Alicii Keys dedykowanej mamom, podaję link: "Superwoman".   


fot.www.bartekpopiel.pl
fot.www.runawaylove.pinger.pl 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...