Gdy kobieta mówi: "nie mam co na siebie włożyć", jej mężczyzna najczęściej odczytuje to jako:
a) marną formę kokieterii i chęć wymuszenia zapewnień w stylu: "przecież tobie kochanie we wszystkim ładnie..."
b) próbę usprawiedliwienia wydania pokaźnej kwoty na najbliższych zakupach odzieżowych
c) dowód na krótkowzroczność kobiety, jako że szafa wyraźnie pęka w szwach.
Inaczej rzecz się ma po porodzie:
a) ubrania przedciażowe są jeszcze za małe, a ciążowe już za duże
b) nie opłaca się kupować wielu nowych ubrań, bo aktualny rozmiar traktuje się (z wielką nadzieją :)) jako przejściowy
c) jest za gorąco, aby piec się w spodniach ciążowych z nieprzewiewnym, gumowym pasem
Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać, gdy przypomniałam sobie o koszulce kupionej jeszcze w ciąży na specjalne zamówienie z napisem: KEEP CALM and LOVE .... (<- zamiast kropek na koszulce widnieje imię mojego synka) i postanowiłam ją przymierzyć. Cóż, nie przewidziałam, że poporodowy brzuch wygląda na czwarty miesiąc ciąży, więc t-shirt sięgał mi do pępka...
Wtedy po raz pierwszy w życiu powiedziałam w pełni uczciwie: "nie mam co na siebie włożyć" i nie było w tym ani krzty przesady.
fot.www.edziecko.pl
niedziela, 29 czerwca 2014
sobota, 28 czerwca 2014
Do zaczytania jeden łyk
Jeszcze niedawno nie mogłam sobie pozwolić na dodatkowe aktywności w czasie karmienia dziecka, ale sytuacja uległa zmianie (synek je bez pilnowania go :)), więc postanowiłam ją wykorzystać.
Nie wiem z jakiej okazji od paru lat promowane jest tak intensywnie karmienie piersią (w końcu jeśli to autentycznie najlepszy z możliwych pokarm dla dziecka, to powinien obronić się sam...), w każdym razie jednym z argumentów jest "odpoczynek i czas dla siebie". Na początku pomyślałam, że to jakaś kpina. Teraz dostrzegam w czym rzecz. Mogę siąść na czterech literach i przez kilkadziesiąt minut nie zmuszać się do robienia niczego innego. Podczas gdy mleko płynie bez mojego udziału, sama mogę w tym czasie na przykład przekartkować ostatnią gazetę. A jeszcze lepiej książkę i to nie jedną.
W pierwszej kolejności postanowiłam nadrobić zaległości, czyli sięgnąć po książki które dostałam na urodziny, a więc "Znaki szczególne" Pauliny Wilk i "W dżungli zdrowia" Beaty Pawlikowskiej. Zaraz potem poradniki i książki o tematyce dziecięcej, które już zgromadziłam w wersji papierowej lub ebook. I tak rzutem na taśmę idą "Mamo tato co ty na to" Zawitkowskiego (a może przyspieszę "czytanie" i obejrzę same płytki DVD?), "Uśnij wreszcie! Jak pomóc dziecku zasnąć" (Estivil, Bejar), "Dziecko dzień po dniu" Pameli Druckerman, "Dobra miłość. Co robić aby nasze dzieci miały udane życie" Eichelbergera i "Psychologia dziecka" Schaffera. I odświeżam sobie "Język niemowląt" Tracy Hogg, bo już niewiele pamiętam...
Jak widać nawet przy niemowlęciu można podnosić statystyki czytelnicze w Polsce. Kto wie, może zamiłowanie do książek wysysa się z mlekiem matki i właśnie wychowuję kolejnego mola książkowego ? :)
fot.www.7dnistargardu.pl
Nie wiem z jakiej okazji od paru lat promowane jest tak intensywnie karmienie piersią (w końcu jeśli to autentycznie najlepszy z możliwych pokarm dla dziecka, to powinien obronić się sam...), w każdym razie jednym z argumentów jest "odpoczynek i czas dla siebie". Na początku pomyślałam, że to jakaś kpina. Teraz dostrzegam w czym rzecz. Mogę siąść na czterech literach i przez kilkadziesiąt minut nie zmuszać się do robienia niczego innego. Podczas gdy mleko płynie bez mojego udziału, sama mogę w tym czasie na przykład przekartkować ostatnią gazetę. A jeszcze lepiej książkę i to nie jedną.
W pierwszej kolejności postanowiłam nadrobić zaległości, czyli sięgnąć po książki które dostałam na urodziny, a więc "Znaki szczególne" Pauliny Wilk i "W dżungli zdrowia" Beaty Pawlikowskiej. Zaraz potem poradniki i książki o tematyce dziecięcej, które już zgromadziłam w wersji papierowej lub ebook. I tak rzutem na taśmę idą "Mamo tato co ty na to" Zawitkowskiego (a może przyspieszę "czytanie" i obejrzę same płytki DVD?), "Uśnij wreszcie! Jak pomóc dziecku zasnąć" (Estivil, Bejar), "Dziecko dzień po dniu" Pameli Druckerman, "Dobra miłość. Co robić aby nasze dzieci miały udane życie" Eichelbergera i "Psychologia dziecka" Schaffera. I odświeżam sobie "Język niemowląt" Tracy Hogg, bo już niewiele pamiętam...
Jak widać nawet przy niemowlęciu można podnosić statystyki czytelnicze w Polsce. Kto wie, może zamiłowanie do książek wysysa się z mlekiem matki i właśnie wychowuję kolejnego mola książkowego ? :)
fot.www.7dnistargardu.pl
piątek, 27 czerwca 2014
Obniżenie oczekiwań
Po ostatnich kilku dniach, w czasie których zrobiłam dokładnie tyle, ile wyśpiewał Lady Pank, czyli "mniej niż zerooo", wymyśliłam taką oto rymowankę:
Żeby się nie frustrować, należy mniej planować. I do tej mądrości się zastosować.
A że rymowane się lepiej zapamiętuje, to mam nadzieję przypomnieć sobie o tym, gdy ochoczo otworzę kalendarz, żeby się rozpędzić w planowaniu...
fot.www.toni.eu.org
Żeby się nie frustrować, należy mniej planować. I do tej mądrości się zastosować.
A że rymowane się lepiej zapamiętuje, to mam nadzieję przypomnieć sobie o tym, gdy ochoczo otworzę kalendarz, żeby się rozpędzić w planowaniu...
fot.www.toni.eu.org
czwartek, 26 czerwca 2014
Rzecz biustu czyli ze słownika matki karmiacej
Wisi przy cycku - określenie aktywności noworodka, którego egzystencja opiera się głównie na jedzeniu
Karmisz? - pytanie o karmienie lub zaproszenie do napicia się piwa bezalkoholowego
Masz go na piersi? - klasyczne pytanie padające w gronie matek celem dowiedzenia się, czy dziecko jest karmione naturalnie czy sztucznie
Kamienie - piersi w czasie nawału pokarmu
Strupki były? - pytanie ze strony bardziej doświadczonych matek, chcących się upewnić, że ich młodsze koleżanki nie mały lepiej od nich i równie ciężko przechodziły początki karmienia
Ile wyciąga? - ile średnio dziecko zjada w czasie jednego karmienia
Mleczarnia - gruczoły mleczne w okresie laktacji
Droga mleczna - przedmiot wizualizacji w czasie karmienia rzekomo zwiększający ilość pokarmu
Narzędzie tortur - laktator
Dmuchanie na zimne - unikanie dmuchania, a dokładniej klimy, przeciągów, zimnych basenów i wszystkiego, co mogłoby doprowadzić do przeziębienia i zapalenia piersi
fot.www.iceis.pl
Karmisz? - pytanie o karmienie lub zaproszenie do napicia się piwa bezalkoholowego
Masz go na piersi? - klasyczne pytanie padające w gronie matek celem dowiedzenia się, czy dziecko jest karmione naturalnie czy sztucznie
Kamienie - piersi w czasie nawału pokarmu
Strupki były? - pytanie ze strony bardziej doświadczonych matek, chcących się upewnić, że ich młodsze koleżanki nie mały lepiej od nich i równie ciężko przechodziły początki karmienia
Ile wyciąga? - ile średnio dziecko zjada w czasie jednego karmienia
Mleczarnia - gruczoły mleczne w okresie laktacji
Droga mleczna - przedmiot wizualizacji w czasie karmienia rzekomo zwiększający ilość pokarmu
Narzędzie tortur - laktator
Dmuchanie na zimne - unikanie dmuchania, a dokładniej klimy, przeciągów, zimnych basenów i wszystkiego, co mogłoby doprowadzić do przeziębienia i zapalenia piersi
fot.www.iceis.pl
środa, 25 czerwca 2014
Jak sprzedać karmienie piersią?
Z pewnością każdy handlowiec zgodzi się ze mną, że mało która technika sprzedażowa jest tak skuteczna, jak pozostawienie klientowi wyboru. Jak to działa? Po zakończonej prezentacji produktu lub usługi wystarczy powiedzieć: "ale decyzja i tak należy do pani" lub "zrobi pani tak, jak pan będzie uważał" itp.
Klient, po wysłuchaniu oferty spodziewa się, że handlowiec będzie chciał jak najszybciej sfinalizować transakcję nakłaniając na zakup. Tymczasem wcale nie naciska! Zostawia wolną rękę i oddaje decyzyjność klientowi. I jak się w takiej sytuacji czuje ów klient? Nad wyraz dobrze. Czuje się poszanowany, ma wrażenie, że ktoś liczy się z jego zdaniem, a co najważniejsze - nie czuje się do niczego zmuszany.
Wszyscy lubimy się tak czuć. Lubimy o sobie myśleć, że to my decydujemy i nikt nam nie będzie niczego wciskał. Miły pan sprzedawca niech sobie reklamuje swój produkt, ale to do nas należy ostatnie słowo. I nim się zorientujemy, już postanowiliśmy dokonać zakupu, by potem równie szybko zracjonalizować podjętą decyzję...
Dlaczego o tym wspominam? Otóż z karmieniem jest identycznie. W każdym razie jestem książkowym przykładem potwierdzającym skuteczność powyższej techniki.
Gdy w chwilach słabości bliskie osoby wspierały mnie słowami: "jeśli ci to nie odpowiada, to w każdej chwili możesz zrezygnować", albo: "jeśli zdecydujesz się przejść na karmienie butelką, to też będzie OK", to dziwnym trafem mobilizowałam się i dawałam sobie kolejną szansę. Gdy jednak ktoś mówił do mnie coś w stylu: "Wiesz, wypadałoby karmić piersią przynajmniej do roku", to momentalnie stawałam okoniem i ani myślałam skorzystać z namowy.
A wystarczyłby zastosować niewielki zabieg, aby złagodzić wydźwięk tej dobrej rady. Można było powiedzieć: "zdrowo dla maluszka jest gdy jest karmione do roku", albo swoją wypowiedź poprzedzić zwrotem typu: "Według lekarzy pediatrów...". Taki mały trik nie tylko sprawia, że chętniej wysłuchujemy takiej opinii (siła autorytetu), ale też zwiększa szansę, że weźmiemy ją pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Jeżeli oczywiście autor owej rady będzie przez nas lubiany i/lub szanowany.
Równie dobrą, a może i najlepszą metodą sprzedażową jest zachęta do wypróbowania. Próbki perfum, poczęstunki w marketach, jazdy próbne w salonach samochodowych. Dać klientowi poczucie, że już prawie jest właścicielem określonego produktu i ... odczekać chwilę, żeby się dobrze poczuł z nowym, prawie własnym, nabytkiem. A z drugiej strony, żeby głupio mu było zwrócić coś, co już trzymał w swoich dłoniach ("towar macany należy do macanta" :)).
Dokładnie tą techniką posłużyła się nieświadomie moja koleżanka, która słysząc moje uprzedzenia do karmienia, wypowiedziała tylko jedno słowo: spróbuj. "Najpierw spróbuj, a potem się wypowiesz, czy to faktycznie nie dla ciebie". Zadziałało. Spróbowałam i po pewnym czasie musiałam przyznać, że niepotrzebnie się nakręcałam.
Tym sposobem obnażyłam swoje zachowania konsumenckie, jeśli więc ktoś chce mi coś sprzedać, to zapraszam - prowizja od sprzedaży murowana :)
fot.www.biznesnetworking.pl
A wystarczyłby zastosować niewielki zabieg, aby złagodzić wydźwięk tej dobrej rady. Można było powiedzieć: "zdrowo dla maluszka jest gdy jest karmione do roku", albo swoją wypowiedź poprzedzić zwrotem typu: "Według lekarzy pediatrów...". Taki mały trik nie tylko sprawia, że chętniej wysłuchujemy takiej opinii (siła autorytetu), ale też zwiększa szansę, że weźmiemy ją pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Jeżeli oczywiście autor owej rady będzie przez nas lubiany i/lub szanowany.
Równie dobrą, a może i najlepszą metodą sprzedażową jest zachęta do wypróbowania. Próbki perfum, poczęstunki w marketach, jazdy próbne w salonach samochodowych. Dać klientowi poczucie, że już prawie jest właścicielem określonego produktu i ... odczekać chwilę, żeby się dobrze poczuł z nowym, prawie własnym, nabytkiem. A z drugiej strony, żeby głupio mu było zwrócić coś, co już trzymał w swoich dłoniach ("towar macany należy do macanta" :)).
Dokładnie tą techniką posłużyła się nieświadomie moja koleżanka, która słysząc moje uprzedzenia do karmienia, wypowiedziała tylko jedno słowo: spróbuj. "Najpierw spróbuj, a potem się wypowiesz, czy to faktycznie nie dla ciebie". Zadziałało. Spróbowałam i po pewnym czasie musiałam przyznać, że niepotrzebnie się nakręcałam.
Tym sposobem obnażyłam swoje zachowania konsumenckie, jeśli więc ktoś chce mi coś sprzedać, to zapraszam - prowizja od sprzedaży murowana :)
fot.www.biznesnetworking.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)




