wtorek, 12 listopada 2013

Zaproszenie do kina

"Pójdziesz ze mną do kina?" - takim oto zdaniem zapraszam ojca mojego dziecka na wizytę lekarską z badaniem USG. 

To, co oglądam na monitorze, gdy głowica ultrasonografu jeździ po moim brzuchu, jest bardziej wciągające, niż najlepszy film akcji. Trzyma w napięciu jak pierwszorzędny thriller, cieszy jak dobra komedia, wzrusza jak niejeden melodramat. 

To jak? Pójdziesz dziś ze mną do kina? :)


fot.www.uclahealth.org

sobota, 9 listopada 2013

Wizyta księdza

Dziś odwiedził nas znajomy ksiądz w ramach, powiedzmy ... wizyty duszpasterskiej. 

Opowiadając o ciąży rozpoczęłam jedno ze zdań słowami "Jak będziemy rodzicami...". Gość przerwał mi i powiedział: "Już jesteście rodzicami, teraz tylko czekacie na narodziny dziecka". 

No tak, z kościelnego punktu widzenia tak to właśnie wygląda. Ale przecież nie tylko! 

Właśnie zdałam sobie sprawę, że ja już teraz jestem mamą. Niby dość oczywiste, a jednak teraz dopiero jakoś bardziej to do mnie dotarło. Od razu poczułam się doroślejsza, jakby bardziej odpowiedzialna... 

Jestem rodzicem.

---

Przy tym wątku nie mogę sobie odmówić przyjemności wstawienia linku do skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju pt. "Wizyta księdza". Jakość nagrania nieszczególna, ale gorąco polecam, bo to jedna z lepszych wersji. No i jeszcze z niedoścignioną Pakosińską w składzie! :)


fot.www.youtube.com



Okienko

Zaglądam w kalendarz, a tam pusto. Zwykle przeładowany, poszczególne aktywności upakowane na zakładkę, żeby nie tworzyć zbędnych "okienek", tym razem z jedynie pojedyncze zaplanowane z rzadka wydarzenia. 

To jakby...nie mój kalendarz! Żadnych wpisów? Żadnych planów? Ba, żadnych chęci?!

Nie poznaję się. I chyba nie lubię siebie takiej. Niezaplanowanej.

Najciekawsze jest jednak to, że ta "bezczynność" jakoś specjalnie mi nie ciąży. Wręcz jest w dużym stopniu odpowiedzią na mój aktualny poziom energii i mój organizm wcale nie domaga się więcej. 

Tyle że jakoś mi to do mnie nie pasuje. Tak pozwolić, żeby czas przeciekał przez palce...? Nie odhaczać kolejnych załatwionych pozycji z listy...? Nie posuwać się naprzód...?

A może mój umysł podświadomie już przygotowuje miejsce w grafiku na nowy rozdział życia, ten z dzieckiem? Gdzie moje plany będą drugorzędne w stosunku do potrzeb malucha? Może ten nagły brak ochoty na gonitwę jest dla mnie okresem przygotowawczym, w którym powinnam trochę wyhamować już teraz, żebym była mniej zaskoczona później?


fot.www.pcmag.com

    

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pani od kobiecych spraw

Moja ulubiona sprzedawczyni biustonoszy, którą ostatnio zmuszona byłam odwiedzić, okazała się kobietą, z którą miałabym ochotę kontaktować się znacznie częściej, niż tylko przy zakupie coraz większych staników.

Pani H. jest świetnym marketingowcem i doskonale zdaje sobie sprawę, jakim okresem dla kobiecego ciała jest ciąża. Wie jak łatwo zarobić, sprzedając klientkom dobre samopoczucie i atrakcyjny wygląd w postaci eleganckiej bielizny. I choć wiem, że jej żywe zainteresowanie ciążą jest po prostu elementem rozmowy sprzedażowej, to jednak robi to tak naturalnie, że zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem jej wyczucia.


To jej wyczucie właśnie sprawiło ostatnio, że doskonale wyczuła moje preferencje i - jak przystało na sprzedawcę idealnego - zgodziła się w pełni w moimi przekonaniami. Pomarudziłam trochę na niewielki wybór bielizny ciążowej w wielu sklepach, bo jak już jest, to aż w jednym kolorze (białym, za którym nie przepadam jeśli chodzi o bieliznę) albo w kroju sportowym, czyli jak dla mnie - bez fasonu. A koszule nocne to tylko z jakimiś infantylnymi misiami...

I tu z odsieczą przybywa niezawodna pani H., która wyciąga swoje kolorowe katalogi, pokazuje wieszaczki z przepięknymi, bardzo kobiecymi wzorami i pyta: "który mierzymy?". Zawsze opuszczam jej sklep zadowolona. I za każdym razem przyznaję piątkę z plusem za obsługę, empatię i miłe (=najczęściej dowartościowujące zakompleksione panie) słowo.

Czy ja nie jestem przypadkiem zanadto wymagająca? :) Nie dość, że nabieram coraz bardziej kobiecych kształtów, to jeszcze chcę je podkreślać co najmniej ładną bielizną i czuć się atrakcyjnie! Próżność, ach próżność :)


fot.www.fit.pl

niedziela, 3 listopada 2013

Wyprawka na porodówkę - pomijany element

Niespodziewany telefon od bliskiej znajomej, która we wrześniu tego roku urodziła swoje pierwsze dziecko, był tym, czego - jak się okazało - było mi bardzo trzeba. Zwłaszcza, że nastrój 1-listopadowy jeszcze mnie trochę trzymał, więc dobrze, że wybiła mnie z myślenia o przemijaniu na rzecz myślenia o ... oczekiwaniu.

Opowiedziała mi o tym, jak jej znajoma - kobieta w wieku jej matki, wpłynęła na jej nastawienie w ciąży, dzięki czemu zamiast histeryzować zdecydowała się na poród siłami natury i bardzo sobie tą decyzję chwali. 

Mówiła z taką pasją, że uwierzyłam, że poród był dla niej rzeczywiście niezwykłym przeżyciem. "Wystarczy słuchać swojego ciała i reagować zgodnie z tym, czego ono się domaga, a wszystko pójdzie gładko"

Ubolewała, że służba zdrowia i większość szkół rodzenia nie ma w swoich programach zajęć związanych z nastawieniem psychicznym. Że nie wyposaża się kobiet w "wyprawkę", którą powinny mieć ze sobą na porodówce, tyle że w głowie. A im lepsze nastawienie do rodzenia, tym mniejszy ból, tym większa radość spotkania z dzieckiem. Dlatego szkoda, że rola psychiki u rodzących jest wciąż traktowana po macoszemu. "Marzy mi się, żeby prowadzić takie zajęcia w ramach szkoły rodzenia, które będą przygotowywać kobiety do porodu właśnie z uwzględnieniem psychiki" - dodała na koniec.

To była dla mnie bardzo budująca rozmowa. Uświadomiła mi, że moje dotychczasowe wyobrażenia o porodzie są jedynie takie, że to zło konieczne. Tym samym zamykam się na inne aspekty tego doświadczenia, takie które być może dla kobiety są bardzo ubogacające. Nie wiem tego na pewno, ale z wypowiedzi znajomej wybrzmiewała jakaś tajemnicza moc. Jakby dostąpiła czegoś wielkiego, czegoś nie do opisania. Czegoś, co warto przeżyć samemu...

Zyskałam coś jeszcze. Znajoma zaproponowała, że mogę do niej dzwonić w każdej ciążowej sprawie, zwłaszcza w chwilach, gdy dopadają mnie pesymistyczne myśli. Bardzo się ucieszyłam, choć mam nadzieję nie nadużywać tego "telefonu wsparcia". 


fot.www.asklubo.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...