Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 kwietnia 2014

Środa Wielka jak nigdy

Dzisiejsza środa była dniem, w którym odebrałam rekordowo dużo telefonów i sms-ów. I wcale nie z gratulacjami poporodowymi albo życzeniami urodzinowymi. 

Właśnie dziś wszystkim moim bliskim znajomym, którzy mi wytrwale kibicują w ciąży, przyszło do głowy, żeby przeprowadzić kontrolę i sprawdzić, jak się mam. Nie wiem, czy liczyli na to, że usłyszą dobrą nowinę od szczęśliwej mamy z porodówki, czy jakąś inną rewelację. 

A może oni wszyscy przeczuwają coś, czego ja nie wiem? Na przykład że urodzę nazajutrz??

No nic, nie ma się co nakręcać. Ale może jutro zrobię sobie dzień bez telefonu, żeby mi uszy nieco odpoczęły :)


fot.www.sheknows.ca
    

poniedziałek, 17 marca 2014

Przepowiednia

Zadzwoniła dziś do mnie koleżanka z pracy z pytaniem, czy jeszcze chodzę. Powypytywała o moją kondycję i stwierdziła na koniec, że do porodu jeszcze daleko. Skąd to przekonanie? Otóż niedługo przed porodem dostanę, według niej, ogromnego kopa energetycznego który sprawi, że będę miała ochotę wysprzątać całą chałupę, a jak już skończę, to pójdę spokojnie urodzić. 

Hmm... na mojej liście rzeczy do zrobienia przed przyjściem na świat dziecka mam wprawdzie kilka pozycji związanych z organizacją pewnych rzeczy i delikatnymi przemeblowaniami, ale żeby od razu cały dom do góry nogami przewracać? I skąd tą energię mam niby mieć??

No ale nic, nie będę się z doświadczoną mamuśką kłóciła. Pożyjemy, zobaczymy :)


fot.www.edziecko.pl

środa, 22 stycznia 2014

Kiedy wychodzi?

W poczekalni u lekarza przez chwilę przyglądał mi się dziś pewien jegomość. Zerkał raz po raz na mój brzuch przyodziany popisową koszulką ze smerfem, próbował łapać kontakt wzrokowy, zaczął się uśmiechać. 

W końcu zapytał wskazując na brzuch: "Kiedy wychodzi?"

Ależ mnie rozbawił! Oczywiście odpowiedziałam równie grzecznie jak on zapytał (co się okazało jedynie wstępem do dłuższej wymiany zdań). W tym samym czasie nie mogłam powstrzymać obrazów pojawiających się w mojej wyobraźni na hasło "dziecko wychodzi". 
Wyobraziłam sobie mianowicie, że dziecko przychodzi na świat ot tak, w chwili kiedy się na to zdecydowało. I tak oto najpierw pakuje swoje manatki w brzuchu, może zwija sobie pępowinę w rulon, albo bierze pod pachę łożysko i po prostu wychodzi. Otwiera sobie najpierw drzwi (szyjkę macicy), potem swobodnie przechodzi przez dalszą część kanału rodnego, aż na końcu tunelu ujrzy światło. Zaczerpuje trochę oddechu (dokładnie tak, jak na basenowej zjeżdżalni chwilę przed wypadnięciem z rury do wody) i oto jest. Wychodzi i pozdrawia wszystkich oczekujących...
Gdybym tak sobie potrafiła odtworzyć ten "filmik" na porodówce, to może zdołałabym się nieco rozluźnić i odprężyć. Albo może jednak to nie jest najlepszy pomysł. No bo jeśli bym się zbytnio oddała tym wizualizacjom, to zamiast przeć, mogłabym chcieć przekonywać położną, że mój syn przecież sam sobie wyjdzie... :) 


fot.www.rzeszow4u.pl

wtorek, 26 listopada 2013

Nastawienie & fizjologia

Coś jestem mało konsekwentna. 
Chciałabym się jakoś (właściwie to nie jakoś, tylko dobrze) przygotować do rozwiązania, a z drugiej strony nie chcę korzystać ze szkoły rodzenia. 

Zapytałam więc lekarza prowadzącego, co najlepszego mogę dla siebie zrobić w ramach przygotowań do porodu. Zaproponował wspólne omówienie planu porodu, w trakcie którego mogę dopytać o wszystkie szczegóły, tak bym pozbyła się wszelkich wątpliwości. Reszta to nastawienie i fizjologia.

Jakie zatem powinno być nastawienie, skoro właśnie na nie mam wpływ? - drążę.

Wszystko, co powiedziała pani doktor, streściłabym w trzech najważniejszych punktach: 
1. Robię to dla dziecka. Im sprawniej się uwinę i im chętniej będę współpracować za położną, tym lepiej
2. To potrwa tylko chwilę. Dłuższą lub krótszą, ale poród nie trwa wiecznie. A więc wszystkie nieprzyjemne doznania, jak ból, potrwają tylko przez określony czas, a potem się skończą.
3. Podchodzę do tematu zadaniowo. Chcę dziecko, to je urodzę. To naturalne rozwiązanie ciąży, które kończy się na porodówce.
Brzmi sensownie.


fot.www.sheknows.com    

niedziela, 3 listopada 2013

Wyprawka na porodówkę - pomijany element

Niespodziewany telefon od bliskiej znajomej, która we wrześniu tego roku urodziła swoje pierwsze dziecko, był tym, czego - jak się okazało - było mi bardzo trzeba. Zwłaszcza, że nastrój 1-listopadowy jeszcze mnie trochę trzymał, więc dobrze, że wybiła mnie z myślenia o przemijaniu na rzecz myślenia o ... oczekiwaniu.

Opowiedziała mi o tym, jak jej znajoma - kobieta w wieku jej matki, wpłynęła na jej nastawienie w ciąży, dzięki czemu zamiast histeryzować zdecydowała się na poród siłami natury i bardzo sobie tą decyzję chwali. 

Mówiła z taką pasją, że uwierzyłam, że poród był dla niej rzeczywiście niezwykłym przeżyciem. "Wystarczy słuchać swojego ciała i reagować zgodnie z tym, czego ono się domaga, a wszystko pójdzie gładko". 

Ubolewała, że służba zdrowia i większość szkół rodzenia nie ma w swoich programach zajęć związanych z nastawieniem psychicznym. Że nie wyposaża się kobiet w "wyprawkę", którą powinny mieć ze sobą na porodówce, tyle że w głowie. A im lepsze nastawienie do rodzenia, tym mniejszy ból, tym większa radość spotkania z dzieckiem. Dlatego szkoda, że rola psychiki u rodzących jest wciąż traktowana po macoszemu. "Marzy mi się, żeby prowadzić takie zajęcia w ramach szkoły rodzenia, które będą przygotowywać kobiety do porodu właśnie z uwzględnieniem psychiki" - dodała na koniec.

To była dla mnie bardzo budująca rozmowa. Uświadomiła mi, że moje dotychczasowe wyobrażenia o porodzie są jedynie takie, że to zło konieczne. Tym samym zamykam się na inne aspekty tego doświadczenia, takie które być może dla kobiety są bardzo ubogacające. Nie wiem tego na pewno, ale z wypowiedzi znajomej wybrzmiewała jakaś tajemnicza moc. Jakby dostąpiła czegoś wielkiego, czegoś nie do opisania. Czegoś, co warto przeżyć samemu...

Zyskałam coś jeszcze. Znajoma zaproponowała, że mogę do niej dzwonić w każdej ciążowej sprawie, zwłaszcza w chwilach, gdy dopadają mnie pesymistyczne myśli. Bardzo się ucieszyłam, choć mam nadzieję nie nadużywać tego "telefonu wsparcia". 


fot.www.asklubo.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...