Nie tak dawno umawiałyśmy się z sąsiadkami na spacery z wózkami o tej samej porze. Dziś świadomie unikamy swojego towarzystwa.
Nasze dzieci są w różnym wieku i nawet jeśli to różnica tylko dwóch miesięcy, to dla niemowlaka oznacza to różnicę aż dwóch miesięcy. Gdy więc jeden dzieciak na spacerze odbywa drzemkę, drugi głośno gaworzy, a trzeci wyrywa się z wózka i chce iść już samodzielnie. Odpowiednio więc mama pierwszego oddala się, aby tamte nie obudziły jej dziecka, mama drugiego denerwuje się zbyt wolnym tempem spaceru, spowalnianym przez dreptającego malucha tej trzeciej, a ta trzecia nie rozumie, dlaczego koleżanki nie chcą dotrzymywać jej towarzystwa.
Jak dziś pamiętam, że kiedyś wszystkie trzy marudziłyśmy, gdy chciała do nas dołączyć inna sąsiadka, której maluch stawiał pierwsze kroki. Polegało to na tym, że zrobiłyśmy po dwa kroki, po czym następował 15-minutowy przestój, bo jej synek musiał przykucnąć i pobawić się kamyczkiem. A że my chciałyśmy pospacerować żwawym krokiem, szybko opuściłyśmy czwartą sąsiadkę tłumacząc się dziećmi, że są marudne, jak wózek nie jedzie.
Dziś każda z nas spaceruje swoim własnym tempem o innych porach. Nawet gdy spotkamy się na osiedlu, to zamieniamy kilka zdań i każda idzie w swoją stronę.
fot.www.sportsouthland.co.nz
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wózek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wózek. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 października 2014
piątek, 13 czerwca 2014
Życie przed życiem
Czy jeszcze pamiętam, jak było przed? Zanim pojawił się On?
Tak, chyba tak. Więcej czasu, więcej snu, więcej luzu. Wydaje się, że w każdej chwili mogłabym cofnąć się w czasie, by pożyć dawnym życiem. Ale czy na pewno?
Ostatnio zdarzyło mi się w sklepowej przymierzalni z impetem otworzyć drzwi i nerwowo rozglądać za wózkiem. Nie ma! Gdzie zostawiłam dziecko?! Między wieszakami? W poprzednim sklepie?? Nie... został przecież w domu, z tatą. Uff.
Gdy wsiadam do samochodu, odruchowo spoglądam w prawo, na miejsce fotelika, czy mój mały pasażer tam jest. Zaglądam w to miejsce nawet wtedy, kiedy jadę gdzieś sama...
Czasami gdy wychodzę gdzieś sama, mam poczucie, że czegoś zapomniałam. Ale sprawdzam - telefon jest, dokumenty są, klucze są... A no tak! Nie mam ze sobą wózka i stąd ten brak.
Nie potrafię już żyć tak, jakby Go nie było. Bo jest. Wrósł w moją codzienność, w mój umysł, w moje serce.
fot.www.dziecisawazne.pl
Tak, chyba tak. Więcej czasu, więcej snu, więcej luzu. Wydaje się, że w każdej chwili mogłabym cofnąć się w czasie, by pożyć dawnym życiem. Ale czy na pewno?
Ostatnio zdarzyło mi się w sklepowej przymierzalni z impetem otworzyć drzwi i nerwowo rozglądać za wózkiem. Nie ma! Gdzie zostawiłam dziecko?! Między wieszakami? W poprzednim sklepie?? Nie... został przecież w domu, z tatą. Uff.
Gdy wsiadam do samochodu, odruchowo spoglądam w prawo, na miejsce fotelika, czy mój mały pasażer tam jest. Zaglądam w to miejsce nawet wtedy, kiedy jadę gdzieś sama...
Czasami gdy wychodzę gdzieś sama, mam poczucie, że czegoś zapomniałam. Ale sprawdzam - telefon jest, dokumenty są, klucze są... A no tak! Nie mam ze sobą wózka i stąd ten brak.
Nie potrafię już żyć tak, jakby Go nie było. Bo jest. Wrósł w moją codzienność, w mój umysł, w moje serce.
fot.www.dziecisawazne.pl
środa, 8 stycznia 2014
W sąsiednim wózku
W czasie kilku moich wolnych od pracy dni zgłosiłam się na ochotnika do spacerów z sąsiadką - mamą półtoramiesięcznej córki. Przynajmniej będę miała motywację zewnętrzną do wyjścia z domu, a poza tym będę mogła podglądnać, jak to jest!!
Początkowo trochę nieśmiało zaglądałam do wózka, chowającego małego człowieczka. Ciągle nie mogę uwierzyć, że mała jest już na świecie. Jeszcze w listopadzie była przecież w maminym brzuchu! Od czasu do czasu zazdrośnie spoglądam na sąsiadkę, która znakomicie radzi sobie z dzieckiem i jak na moje oko, zachowuje się jak rasowa mamuśka.
!!! :)
fot.www.disneybaby.com
Początkowo trochę nieśmiało zaglądałam do wózka, chowającego małego człowieczka. Ciągle nie mogę uwierzyć, że mała jest już na świecie. Jeszcze w listopadzie była przecież w maminym brzuchu! Od czasu do czasu zazdrośnie spoglądam na sąsiadkę, która znakomicie radzi sobie z dzieckiem i jak na moje oko, zachowuje się jak rasowa mamuśka.
Skąd ona wie, jak mówić do dziecka, jak go ubrać i w jakim tempie spacerować z wózkiem?? Spokojnie, spokojnie - powtarzam sobie. Ja też będę wiedzieć, jak już będzie to dotyczyło mojego własnego dziecka.Niesamowite, że w kwietniu znów będę spacerować po osiedlu, tyle że już z własnym dzieckiem w wózku! Jeszcze nie wiem, czy ten dreszcz przebiegający po plecach to bardziej podekscytowanie, czy obawa. Pewnie i jedno i drugie, ale z przewagą tego pierwszego.
!!! :)
fot.www.disneybaby.com
czwartek, 1 sierpnia 2013
Z brzuchami w polu
Zapewne zdarza się Wam tak, że gdy o czymś przez dłuższy czas myślicie, to nagle wszędzie zaczyna się ten temat pojawiać. A to ktoś wspomni o nim w serwisie informacyjnym, a to wyczytacie jakieś zdanie na ten temat w aktualnie czytanej książce lub gazecie. Nawet sąsiad w przypadkowej rozmowie niespodziewanie poruszy tą kwestię, choć nigdy wcześniej tego nie robił.
Wiadomym jest, że te wszystkie tematy były i są obecne wokół nas ciągle, a to nasza selektywna uwaga sprawia, że pewne rzeczy albo pojawią się w naszym polu percepcyjnym, albo nie. Dlatego to, że na ulicach “nagle” zaczęłam widzieć więcej wózków i kobiecych brzuchów ciążowych jakoś bardzo mnie nie zdziwiło. Tak się tylko czasami zastanawiam, gdzie one wszystkie u licha były, te baby, zanim je dostrzegłam? Jak się chowały przed moim wzrokiem, którędy chadzały na te swoje spacery??! :)
Zrozumiała sprawa - myślę o dziecku, to i wyłapuję z otoczenia wszystkie dane pasujące do tematu “dziecko, mama, rodzicielswto” itd. Ale to, w jakiej ilości zaczęły na mnie “napierać” te wszystkie obrazy i komunikaty, a w konsekwencji też i moje własne myśli, przeszło moje najbardziej realistyczne oczekiwania.
Okazało się, że co któryś newsletter, który prenumeruję (o tematyce wszelakiej) dotyczy właśnie bycia mamą i kobiet w tej roli, powrotu do formy po ciąży i do pracy po urlopie macierzyńskim. Na moim osiedlu, jakby spod ziemi, wyrosło mnóstwo wózków i spacerujących z nimi rodziców. Swoich znajomych zaczęłam nieświadomie szufladkować: dzieciaci, nie-dzieciaci. Do rozmów z tymi pierwszymi, niespodziewanie zaczęłam dołączać pytanie: “a jak tam córka/syn?”. W gazetce reklamowej drogerii “odkryłam” strony poświęcone produktom dziecięcym, a w marketach całe działy z artykułami dla dzieci. Dziwnym zbiegiem okoliczności niedaleko mojej pracy powstał sklep (a może hurtownia) “wszystko dla dziecka”, a niedaleko domu zauważyłam dwa place zabaw. Do rozmowy z dzieciatymi znajomymi, zupełnie dla mnie niespodziewanie, zaczęłam dołączać pytanie: “a jak tam synek/córka?”. Nawet w polityce temat zaistniał w kontekście wydłużonego urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego! Od tej pory nic już nie jest jak dawniej! :)
fot. www.www.thesun.co.uk
fot. www.pamelarosephotography.blogspot.com
Okazało się, że co któryś newsletter, który prenumeruję (o tematyce wszelakiej) dotyczy właśnie bycia mamą i kobiet w tej roli, powrotu do formy po ciąży i do pracy po urlopie macierzyńskim. Na moim osiedlu, jakby spod ziemi, wyrosło mnóstwo wózków i spacerujących z nimi rodziców. Swoich znajomych zaczęłam nieświadomie szufladkować: dzieciaci, nie-dzieciaci. Do rozmów z tymi pierwszymi, niespodziewanie zaczęłam dołączać pytanie: “a jak tam córka/syn?”. W gazetce reklamowej drogerii “odkryłam” strony poświęcone produktom dziecięcym, a w marketach całe działy z artykułami dla dzieci. Dziwnym zbiegiem okoliczności niedaleko mojej pracy powstał sklep (a może hurtownia) “wszystko dla dziecka”, a niedaleko domu zauważyłam dwa place zabaw. Do rozmowy z dzieciatymi znajomymi, zupełnie dla mnie niespodziewanie, zaczęłam dołączać pytanie: “a jak tam synek/córka?”. Nawet w polityce temat zaistniał w kontekście wydłużonego urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego! Od tej pory nic już nie jest jak dawniej! :)
fot. www.www.thesun.co.uk
fot. www.pamelarosephotography.blogspot.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)




