Nie tak dawno umawiałyśmy się z sąsiadkami na spacery z wózkami o tej samej porze. Dziś świadomie unikamy swojego towarzystwa.
Nasze dzieci są w różnym wieku i nawet jeśli to różnica tylko dwóch miesięcy, to dla niemowlaka oznacza to różnicę aż dwóch miesięcy. Gdy więc jeden dzieciak na spacerze odbywa drzemkę, drugi głośno gaworzy, a trzeci wyrywa się z wózka i chce iść już samodzielnie. Odpowiednio więc mama pierwszego oddala się, aby tamte nie obudziły jej dziecka, mama drugiego denerwuje się zbyt wolnym tempem spaceru, spowalnianym przez dreptającego malucha tej trzeciej, a ta trzecia nie rozumie, dlaczego koleżanki nie chcą dotrzymywać jej towarzystwa.
Jak dziś pamiętam, że kiedyś wszystkie trzy marudziłyśmy, gdy chciała do nas dołączyć inna sąsiadka, której maluch stawiał pierwsze kroki. Polegało to na tym, że zrobiłyśmy po dwa kroki, po czym następował 15-minutowy przestój, bo jej synek musiał przykucnąć i pobawić się kamyczkiem. A że my chciałyśmy pospacerować żwawym krokiem, szybko opuściłyśmy czwartą sąsiadkę tłumacząc się dziećmi, że są marudne, jak wózek nie jedzie.
Dziś każda z nas spaceruje swoim własnym tempem o innych porach. Nawet gdy spotkamy się na osiedlu, to zamieniamy kilka zdań i każda idzie w swoją stronę.
fot.www.sportsouthland.co.nz
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 października 2014
środa, 17 września 2014
Swój świat, swoje zabawki
Odkąd pojawił się mój synek, umawiałam się z sąsiadką na wspólne spacery z wózkami. Początkowo udawało się to prawie codziennie. Każde z dzieci słodko spało, a my mogłyśmy spokojnie porozmawiać.
Z biegiem czasu było coraz trudniej, ponieważ dzieciakom wydłużał się czas czuwania i o sen było już trudniej. Najczęściej jedno spało, a drugie gaworzyło w najlepsze budząc tamto.
Teraz nie umawiamy się już prawie wcale. Nie, że nie chcemy. Przeciwnie. Zdzwaniamy się z rana, umawiamy na konkretną godzinę i... nic z tego. "Winowajcami" są niezmiennie mój syn albo jej córka, którzy albo postanawiają przyspieszyć porę jedzenia albo zdrzemnąć się o niestandardowej porze albo zbrudzić pieluszkę tak kompleksowo, że przewijanie zajmuje dłuższą chwilę. I nijak nie da się wyjść z domu punktualnie.
Dzwonimy wtedy do siebie ponownie, opowiadamy, co zaszło i kwitujemy ulubionym już tekstem: "te dzieciaczki zawsze mają swoje plany!". Ostatecznie każda wychodzi o innej porze, najczęściej spotykamy się przed domem, gdy jedna już wraca, a druga właśnie wyrusza na spacer...
A niech mają te swoje plany :) Czasami bardzo lubię te niespodzianki. Na przykład w tej chwili tylko dlatego mogę napisać ten tekst, bo synek zasnął w czasie zabawy, mam więc kilka(-naście/-dziesiąt?) bonusowych minut dla siebie.
Chwilo trwaj! :)
fot.www.przewijak.es
Z biegiem czasu było coraz trudniej, ponieważ dzieciakom wydłużał się czas czuwania i o sen było już trudniej. Najczęściej jedno spało, a drugie gaworzyło w najlepsze budząc tamto.
Teraz nie umawiamy się już prawie wcale. Nie, że nie chcemy. Przeciwnie. Zdzwaniamy się z rana, umawiamy na konkretną godzinę i... nic z tego. "Winowajcami" są niezmiennie mój syn albo jej córka, którzy albo postanawiają przyspieszyć porę jedzenia albo zdrzemnąć się o niestandardowej porze albo zbrudzić pieluszkę tak kompleksowo, że przewijanie zajmuje dłuższą chwilę. I nijak nie da się wyjść z domu punktualnie.
Dzwonimy wtedy do siebie ponownie, opowiadamy, co zaszło i kwitujemy ulubionym już tekstem: "te dzieciaczki zawsze mają swoje plany!". Ostatecznie każda wychodzi o innej porze, najczęściej spotykamy się przed domem, gdy jedna już wraca, a druga właśnie wyrusza na spacer...
A niech mają te swoje plany :) Czasami bardzo lubię te niespodzianki. Na przykład w tej chwili tylko dlatego mogę napisać ten tekst, bo synek zasnął w czasie zabawy, mam więc kilka(-naście/-dziesiąt?) bonusowych minut dla siebie.
Chwilo trwaj! :)
fot.www.przewijak.es
czwartek, 5 czerwca 2014
Opalenizna (mimo)chodem
Mówi się, że słońce najlepiej opala w ruchu, a nie podczas leżenia plackiem. I to by się zgadzało, ponieważ właśnie w czasie majowych spacerów z wózkiem nabyłam pierwszą tegoroczną opaleniznę :)
Tym samym spełniła się jedna z moich odwiecznych zachcianek, aby złapać trochę słońca jeszcze przed sezonem. Żeby na wakacjach nie wyróżniać się zanadto kolorem skóry i jeśli już przypominać czyjąś córkę, to rybaka a nie młynarza :)
Bo dziewczyny lubią brąz!
fot.www.kobieta.wp.pl
Tym samym spełniła się jedna z moich odwiecznych zachcianek, aby złapać trochę słońca jeszcze przed sezonem. Żeby na wakacjach nie wyróżniać się zanadto kolorem skóry i jeśli już przypominać czyjąś córkę, to rybaka a nie młynarza :)
Bo dziewczyny lubią brąz!
fot.www.kobieta.wp.pl
wtorek, 4 lutego 2014
Muzyka dla kobiet w ciąży na żywo
Lubię spacerować przy akompaniamencie ulubionej muzyki. Na kijki też się nie ruszam bez słuchawek z energiczną muzyką idealnie nadającą rytm. Zwykle z muzyką potrafiły wygrać jedynie audiobooki, których bywam tak ciekawa, że czasem specjalnie wydłużam marsz, żeby posłuchać jeszcze jednego rozdziału...
Co co utworów, nieszczególnie wzięłam sobie do serca Mozarta, czy innych klasyków, których muzyka podobno stymuluje rozwój płodu. To znaczy nie słucham poważnej muzyki od rana do wieczora, ale na jednej playliście zawarłam kołysanki instrumentalne (dostałam je na CD promującym jednego z producentów mleka dla dzieci). Innym zbiorem piosenek dedykowanych kobietom w ciąży jest album "Będę mamą", który rzeczywiście dobrze mnie nastraja, uspokaja, relaksuje.
LIVE unplagged
Ostatnio odkryłam jeszcze jeden rodzaj muzyki. Spacerowałam jak zwykle po parku słuchając jednego z utworów z odgłosami natury w tle. Jakże się zdziwiłam, gdy po zdjęciu słuchawek ptaki nadal śpiewały! Naprawdę byłam przekonana, że ów melodyjny świergot pochodzi z nagrania, a nie z okolicznego lasu!
Skoro przyroda przygotowała tej zimy taką niespodziankę, to nie widzę powodu, żeby dłużej słuchać muzyki odtwarzanej, jeśli mogę mieć codziennie koncert na żywo!
fot.www.chicago.cbslocal.com
Co co utworów, nieszczególnie wzięłam sobie do serca Mozarta, czy innych klasyków, których muzyka podobno stymuluje rozwój płodu. To znaczy nie słucham poważnej muzyki od rana do wieczora, ale na jednej playliście zawarłam kołysanki instrumentalne (dostałam je na CD promującym jednego z producentów mleka dla dzieci). Innym zbiorem piosenek dedykowanych kobietom w ciąży jest album "Będę mamą", który rzeczywiście dobrze mnie nastraja, uspokaja, relaksuje.
LIVE unplagged
Ostatnio odkryłam jeszcze jeden rodzaj muzyki. Spacerowałam jak zwykle po parku słuchając jednego z utworów z odgłosami natury w tle. Jakże się zdziwiłam, gdy po zdjęciu słuchawek ptaki nadal śpiewały! Naprawdę byłam przekonana, że ów melodyjny świergot pochodzi z nagrania, a nie z okolicznego lasu!
Skoro przyroda przygotowała tej zimy taką niespodziankę, to nie widzę powodu, żeby dłużej słuchać muzyki odtwarzanej, jeśli mogę mieć codziennie koncert na żywo!
fot.www.chicago.cbslocal.com
piątek, 24 stycznia 2014
Numer 1
Ostatnio uważniej przyglądam się rzeczom i aktywnościom, które pochłaniają mój czas i zdecydowałam, że pora już zwolnić tempo. Zgadzam się z opinią, że ciąża to nie patologia, jednak czuję, że jest to stan zbyt szczególny (dla mnie), zbyt ważny (dla rozwoju dziecka), zbyt krótki i ulotny, żeby traktować go jak każdy inny okres w życiu.
Wejście w trzeci trymestr
Wejście w trzeci trymestr
Oczywiście praca i ciąża są do pogodzenia, ale dostosowanie miejsca pracy do własnych potrzeb pochłania całkiem sporo energii np. w moim przypadku chodziło o wygospodarowanie przerwy na regularne posiłki, częste wstawanie od biurka żeby się przespacerować (profilaktyka przeciwobrzękowa, przeciwżylakowa, przeciwbólowa itp). Jeśli do tego dodać jeszcze coraz częstsze problemy ze snem (ból kręgosłupa, powiększający się brzuszek utrudniający znalezienie wygodnej pozycji), to okazało się, że do pracy chodziłam coraz bardziej zmęczona, a czas wolny po pracy zamiast przeznaczać na chociażby ćwiczenia, musiałam poświęcić na regenerację i odespanie. Nie mówiąc już o tym, że poranne wstawanie po coraz słabiej przesypianych nocach stało się koszmarem, a paradoksalnie musiałabym wstawać jeszcze wcześniej, żeby się ze wszystkim wyrobić na moich zwolnionych obrotach. Ostatecznie kończyło się na pospiesznym jedzeniu śniadania, czasem na stojąco, by po chwili wsiąść w auto i dojechać (za) szybko do pracy.
Poza tym zima tego roku okazała się tak łaskawa, że za każdym razem gdy wyglądałam przez okno w pracy i widziałam bezchmurne niebo, myślałam sobie: "hej mamuśka! dziecko z pewnością miałoby teraz większy pożytek ze spaceru po parku, niż z tego twojego siedzenia przed komputerem!". W praktyce spacer (czy nawet marsz z kijkami) zapewniałam sobie prawie codziennie, ale dopiero po powrocie z pracy, czyli niestety już po zmroku.
Długa lista priorytetów to brak priorytetów
Długa lista priorytetów to brak priorytetów
Gdy położyłam na szali to, co kobiecie w ciąży potrzebne jest najbardziej, czyli dużo ruchu na świeżym powietrzu, ćwiczenia, wystarczająca ilość snu, relaks, zdrowe jedzenie (plus czas potrzebny na jego przygotowanie i spokojne spożycie), redukcja stresu, to okazało się, że doba jest jednak za krótka, żeby zmieścić w niej jeszcze pracę na pełny etat. Bo przecież w domu też czekają obowiązki i dodatkowe zajęcia. Jeśli jeszcze pod uwagę wzięłam fakt, że z każdym tygodniem jest mi coraz ciężej fizycznie, uznałam, że nie warto się tak forsować. Decyzja była więc prosta.
Ostatni dzień w pracy był dość specyficzny. Gdy zrobiłam porządek na biurku, aby przygotować miejsce pracy dla mojego zastępcy i przekazałam resztę niedokończonych spraw pozostałym pracownikiem, byłam już właściwie wolna. A jednak przez długi czas nie potrafiłam po prostu powiedzieć "cześć" i wyjść. Plątałam się jeszcze przez jakąś chwilę, jakbym na coś czekała. Chyba nawet wiem, na co. Na czyjeś zapewnienie, że będą na mnie czekać. Albo że mam szybko wracać, bo jestem im potrzebna. Nie, nikt nie zatrzymywał mnie w ten sposób. Poczułam ten znajomy rodzaj ukłucia, którego doświadczyłam przed kilkoma miesiącami, kiedy szukali pracownika na moje miejsce. I znów wróciły refleksje sprzed ciąży, że nie ma właściwie dobrego momentu na zrobienie sobie przerwy w CV. Że trudno zignorować poczucie, że coś mnie ominie.
Z dzieckiem na spacer!
Jednocześnie wychodząc miałam poczucie, że to niezwykle ważna chwila. Zaczyna się nowy rozdział. Poczułam ekscytację na myśl, że nazajutrz obudzi mnie co najwyżej słońce, bo na pewno nie budzik. I zorganizuję sobie dzień tak, jak mi na to siły pozwolą. I pójdę na długi spacer w samo południe. Bez pośpiechu i bez zegarka! Może i nawet bez torebki (no to akurat muszę jeszcze dobrze przemyśleć ;p). Ale na pewno z dzieckiem! :)
fot.www.disneybaby.com
fot.www.onlinehorsebollege.com
fot.www.womenworld.org
Ostatni dzień w pracy był dość specyficzny. Gdy zrobiłam porządek na biurku, aby przygotować miejsce pracy dla mojego zastępcy i przekazałam resztę niedokończonych spraw pozostałym pracownikiem, byłam już właściwie wolna. A jednak przez długi czas nie potrafiłam po prostu powiedzieć "cześć" i wyjść. Plątałam się jeszcze przez jakąś chwilę, jakbym na coś czekała. Chyba nawet wiem, na co. Na czyjeś zapewnienie, że będą na mnie czekać. Albo że mam szybko wracać, bo jestem im potrzebna. Nie, nikt nie zatrzymywał mnie w ten sposób. Poczułam ten znajomy rodzaj ukłucia, którego doświadczyłam przed kilkoma miesiącami, kiedy szukali pracownika na moje miejsce. I znów wróciły refleksje sprzed ciąży, że nie ma właściwie dobrego momentu na zrobienie sobie przerwy w CV. Że trudno zignorować poczucie, że coś mnie ominie.
Z dzieckiem na spacer!
Jednocześnie wychodząc miałam poczucie, że to niezwykle ważna chwila. Zaczyna się nowy rozdział. Poczułam ekscytację na myśl, że nazajutrz obudzi mnie co najwyżej słońce, bo na pewno nie budzik. I zorganizuję sobie dzień tak, jak mi na to siły pozwolą. I pójdę na długi spacer w samo południe. Bez pośpiechu i bez zegarka! Może i nawet bez torebki (no to akurat muszę jeszcze dobrze przemyśleć ;p). Ale na pewno z dzieckiem! :)
fot.www.disneybaby.com
fot.www.onlinehorsebollege.com
fot.www.womenworld.org
środa, 8 stycznia 2014
W sąsiednim wózku
W czasie kilku moich wolnych od pracy dni zgłosiłam się na ochotnika do spacerów z sąsiadką - mamą półtoramiesięcznej córki. Przynajmniej będę miała motywację zewnętrzną do wyjścia z domu, a poza tym będę mogła podglądnać, jak to jest!!
Początkowo trochę nieśmiało zaglądałam do wózka, chowającego małego człowieczka. Ciągle nie mogę uwierzyć, że mała jest już na świecie. Jeszcze w listopadzie była przecież w maminym brzuchu! Od czasu do czasu zazdrośnie spoglądam na sąsiadkę, która znakomicie radzi sobie z dzieckiem i jak na moje oko, zachowuje się jak rasowa mamuśka.
!!! :)
fot.www.disneybaby.com
Początkowo trochę nieśmiało zaglądałam do wózka, chowającego małego człowieczka. Ciągle nie mogę uwierzyć, że mała jest już na świecie. Jeszcze w listopadzie była przecież w maminym brzuchu! Od czasu do czasu zazdrośnie spoglądam na sąsiadkę, która znakomicie radzi sobie z dzieckiem i jak na moje oko, zachowuje się jak rasowa mamuśka.
Skąd ona wie, jak mówić do dziecka, jak go ubrać i w jakim tempie spacerować z wózkiem?? Spokojnie, spokojnie - powtarzam sobie. Ja też będę wiedzieć, jak już będzie to dotyczyło mojego własnego dziecka.Niesamowite, że w kwietniu znów będę spacerować po osiedlu, tyle że już z własnym dzieckiem w wózku! Jeszcze nie wiem, czy ten dreszcz przebiegający po plecach to bardziej podekscytowanie, czy obawa. Pewnie i jedno i drugie, ale z przewagą tego pierwszego.
!!! :)
fot.www.disneybaby.com
wtorek, 24 września 2013
Trener ma znaczenie!
Po optymalizacji diety, aktywność fizyczna jest drugim elementem stylu życia, na którym chcę się teraz skupić. Nigdy nie byłam "kanapowcem", dla którego ruch jest problemem, więc spodziewam się, że po znalezieniu odpowiedniej formy aktywności, bez większych przeszkód zachowam formę.
Zapoznałam się już z ofertą zajęć dla kobiet w ciąży w mojej okolicy, konsultowałam się też z trenerką personalną. Wszyscy zalecali ostrożność w pierwszym trymestrze i zachęcali, aby zgłosić się ponownie nie wcześniej niż po 12 tygodniu ciąży.
Nie bardzo chcę sobie fundować taką bezczynność, więc zaczęłam poszukiwania na własną rękę - w internecie. Jakoś tak mam poczucie, że liczy się każdy dzień i im wcześniej zacznę, tym lepiej. Właściwie nie chodzi o jakiś przełom, bo chodzę na szybkie spacery lub nordic walking, więc kilka razy w tygodniu zapewniam sobie ruch na świeżym powietrzu. Szukam raczej ćwiczeń, które są zalecane w ciąży dla wzmocnienia określonych grup mięśni, czy dla ogólnego przygotowania organizmu na nadchodzące zmiany.
Zaczęłam od przeglądania rodzimych nagrań video pod hasłami: ćwiczenia/fitness/joga/pilates dla kobiet w ciąży. Rezultaty? Być może nie przyłożyłam się zbytnio do tych poszukiwań, albo zadawałam googlowi niewłaściwe pytania, ale wyniki nie były szczególnie satysfakcjonujące. Nie znaczy to, że filmów nie było - przeciwnie, całkiem ich sporo. Niestety z żadną z pań trenerek nie miałabym ochoty ćwiczyć. A to dla mnie kluczowa sprawa - jeśli już mam uprawiać jakiś sport, to po pierwsze muszę lubić dyscyplinę, a po drugie do ćwiczeń chcę podchodzić z entuzjazmem, a nie przymusem.
Nie będę wyliczać, co nie przypadło mi do gustu, w zamian napiszę, dlaczego przekonały mnie zagraniczne filmiki.
Po pierwsze bardziej profesjonalne nagrania, najczęściej na sali fitness, dobrze nagłośnione (wyraźnie słyszę, co mówi instruktorka). Po drugie, i chyba ważniejsze, trenerki są: uśmiechnięte, wysportowane, kolorowo ubrane - aż miło popatrzeć, więc i od razu samemu chce się ćwiczyć. Po prostu.
Gdy widzę osoby, którym to co robią sprawa przyjemność, od razu czuję się zachęcona, żeby też spróbować. Wtedy nie muszą nawet mówić, że warto ćwiczyć dla lepszego samopoczucia, ponieważ ich uśmiech i zaangażowanie mówią sam za siebie. Niestety w czasie oglądania filmików z udziałem bardziej flegmatycznych instruktorek ani przez chwilę nie miałam ochoty wziąć hantla do ręki.
Dopóki nie zaczęłam szukać, nie miałam pojęcia, jakie mam oczekiwania i potrzeby w zakresie ćwiczeń (mówiąc wprost, nie zdawałam sobie sprawy, że jestem taka wybredna! :)). Teraz już wiem, że chętniej ćwiczę patrząc na kobiety energiczne, sprawne i zadowolone, niż powolniejsze, w wyciągniętym t-shircie.
Nie podejrzewałam, że ma to dla mnie aż takie znaczenie, a jednak - chyba głównie dla wzbudzenia motywacji. A odpowiednia motywacja może się okazać niezbędna, gdy będę miała gorszy dzień, albo "leniwca" :)
Podaję przykładowe linki do moich znalezisk:
>> 10 Minute Arm Workout
>> Leg and Butt Workout
>> Prenatal Workout
fot.www.fitsugar.com
Zapoznałam się już z ofertą zajęć dla kobiet w ciąży w mojej okolicy, konsultowałam się też z trenerką personalną. Wszyscy zalecali ostrożność w pierwszym trymestrze i zachęcali, aby zgłosić się ponownie nie wcześniej niż po 12 tygodniu ciąży.
Nie bardzo chcę sobie fundować taką bezczynność, więc zaczęłam poszukiwania na własną rękę - w internecie. Jakoś tak mam poczucie, że liczy się każdy dzień i im wcześniej zacznę, tym lepiej. Właściwie nie chodzi o jakiś przełom, bo chodzę na szybkie spacery lub nordic walking, więc kilka razy w tygodniu zapewniam sobie ruch na świeżym powietrzu. Szukam raczej ćwiczeń, które są zalecane w ciąży dla wzmocnienia określonych grup mięśni, czy dla ogólnego przygotowania organizmu na nadchodzące zmiany.
Zaczęłam od przeglądania rodzimych nagrań video pod hasłami: ćwiczenia/fitness/joga/pilates dla kobiet w ciąży. Rezultaty? Być może nie przyłożyłam się zbytnio do tych poszukiwań, albo zadawałam googlowi niewłaściwe pytania, ale wyniki nie były szczególnie satysfakcjonujące. Nie znaczy to, że filmów nie było - przeciwnie, całkiem ich sporo. Niestety z żadną z pań trenerek nie miałabym ochoty ćwiczyć. A to dla mnie kluczowa sprawa - jeśli już mam uprawiać jakiś sport, to po pierwsze muszę lubić dyscyplinę, a po drugie do ćwiczeń chcę podchodzić z entuzjazmem, a nie przymusem.
Nie będę wyliczać, co nie przypadło mi do gustu, w zamian napiszę, dlaczego przekonały mnie zagraniczne filmiki.
Po pierwsze bardziej profesjonalne nagrania, najczęściej na sali fitness, dobrze nagłośnione (wyraźnie słyszę, co mówi instruktorka). Po drugie, i chyba ważniejsze, trenerki są: uśmiechnięte, wysportowane, kolorowo ubrane - aż miło popatrzeć, więc i od razu samemu chce się ćwiczyć. Po prostu.
Gdy widzę osoby, którym to co robią sprawa przyjemność, od razu czuję się zachęcona, żeby też spróbować. Wtedy nie muszą nawet mówić, że warto ćwiczyć dla lepszego samopoczucia, ponieważ ich uśmiech i zaangażowanie mówią sam za siebie. Niestety w czasie oglądania filmików z udziałem bardziej flegmatycznych instruktorek ani przez chwilę nie miałam ochoty wziąć hantla do ręki.
Dopóki nie zaczęłam szukać, nie miałam pojęcia, jakie mam oczekiwania i potrzeby w zakresie ćwiczeń (mówiąc wprost, nie zdawałam sobie sprawy, że jestem taka wybredna! :)). Teraz już wiem, że chętniej ćwiczę patrząc na kobiety energiczne, sprawne i zadowolone, niż powolniejsze, w wyciągniętym t-shircie.
Nie podejrzewałam, że ma to dla mnie aż takie znaczenie, a jednak - chyba głównie dla wzbudzenia motywacji. A odpowiednia motywacja może się okazać niezbędna, gdy będę miała gorszy dzień, albo "leniwca" :)
Podaję przykładowe linki do moich znalezisk:
>> 10 Minute Arm Workout
>> Leg and Butt Workout
>> Prenatal Workout
fot.www.fitsugar.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)









