czwartek, 17 lipca 2014

Przypadek rO!dzicielski

Wycinek rozmowy z przyjaciółką:
- Jak tam? Matkowanie ci służy?
- Nie wiem, czy służy. A po czym to poznać?
- Że możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwa, że ci dobrze w tej roli. Że częściej się uśmiechasz, niż myślisz: "o mój Boże".

Szalenie mi się te kryteria spodobały, zwłaszcza ostatnie. I odpowiedź od razu ułatwiona, wszak staram się nie wzywać imienia Pana Boga swego na daremno. Za to zdarza mi się wykrzyknąć w myślach: "o Matko!". Albo "o jejku!". 

Zatem gramatycznie rzecz ujmując wrażenia z macierzyństwa najczęściej wyrażają się wołaczem. Tylko nie mam pojęcia, kto to jest ten "jejek"... 


fot.www.jeszczelepiej.pl

wtorek, 15 lipca 2014

Bébés

Kuzynka poleciła mi film, który - jak powiedziała - skutecznie zniechęca rodziców do nadmiernej stymulacji swoich pociech. 

Film pokazuje pierwszy rok życia dzieci z różnych części świata, a więc dojrzewających w całkowicie odmiennych warunkach. Czwórka przeuroczych bohaterów poznaje świat na swój odmienny sposób. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dzieciaki mają kompletnie nierówny start. Jedne chodzą na zajęcia wszechstronnie rozwijające w najbardziej cywilizowanych krajach świata, inne spędzają dni w towarzystwie zwierzyny na pastwisku. Szybko jednak okazuje się, że łączy je bardzo wiele - te same etapy rozwoju, sposób komunikowania się z otoczeniem, więź z matką. 

A co z tą stymulacją? No właśnie. Oglądając nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dzieci ustawicznie bodźcowane i doglądane (=pilnowane) w porównaniu z tymi, które są zostawione prawie samopas, praktycznie się nie różnią! Te same rzeczy sprawiają im radość, tak samo odkrywają swoje ciała, tak samo badają otoczenie. Różnica tkwi natomiast w podejściu rodziców - jedni czekają pod zjeżdżalnią, aby złapać rozpędzone dziecko, innym nawet nie przyjdzie do głowy, że dzikie zwierzę może zrobić maluchowi krzywdę.

Wnioski? Jak zwykle ukłony w stronę Matki Natury, która tak zaprogramowała rozwój człowieka, że niezależnie od niczyjej ingerencji, będzie się on toczył swoim naturalnym rytmem.     


PS. Obserwuję, że grono specjalistów dziecięcych już pomału przekonuje się do tej prawdy. Potwierdzeniem niech będzie wypowiedź najpopularniejszego ostatnio polskiego fizjoterapeuty, który zapytany o to, jak najlepiej stymulować rozwój dziecka, odpowiada: "Najważniejsze to nie przeszkadzać". 


fot.www.toutlecine.com
fot.www.film.onet.pl

sobota, 12 lipca 2014

Przyjdzie taki czas...

Właśnie odbyłam rozmowę ze znajomą, która postanowiła mi uświadomić, że moje własne dziecko, a "dziecko książkowe", to dwoje różnych dzieci. 

Innymi słowy mam się absolutnie nie martwić wszelkimi odstępstwami od poradnikowych tabelek, bo każde dziecko dojrzewa w odpowiednim dla siebie czasie. Jeśli wyczytam, że w n-tym miesiącu życia dziecko powinno umieć to i tamto, to w przypadku mojego synka może to być tydzień później, albo wcześniej - i to też mieści się w normie. 

Na wszystko przyjdzie czas.


fot.www.leczenie-objawy.pl

czwartek, 10 lipca 2014

Dzieciaci jednak zbawienni

Od czasu do czasu mam ochotę szczelnie odseparować się od dzieciatych znajomych, żeby choć na chwilę odetchnąć od tematu. Oczywiście nie jest to w pełni możliwe za sprawą mojego własnego dziecka :), ale przynajmniej odrobinę ograniczam wtedy dopływ monotematycznych doniesień.

Poza tymi nie aż tak licznymi przypadkami gdy zamykam się w "izolatce", kontakt z dzieciatymi to same plusy: 
- towarzystwo na spacerach z wózkiem
- wymiana zabawek i akcesoriów dziecięcych 
- pierwsza pomoc, czyli konsultacja w dowolnej sprawie związanej z dzieckiem (jedzenie, ząbkowanie, zabawy itp.) 
- poczucie przynależności do grupy
- wymiana usług - dziś ja popilnuję twojego dziecka, jutro ty mojego
i tak dalej. 

A już niebawem dojdzie do tego niebywała korzyść, czyli dziecięce towarzystwo dla mojego dziecka na placu zabaw :)


fot.www.porady-dla-rodzicow.info

wtorek, 8 lipca 2014

Wypalenie domowe

Gdzieś pomiędzy oszołomieniem nową rolą, przeogromną radością, wielką satysfakcją, narastającym zmęczeniem, wszelakimi frustracjami i wyrzeczeniami czai się to: wypalenie domowe. 

Konieczność wprowadzania dobrej dla dziecka rutyny dnia codziennego skutkuje niejednokrotnie automatyzmem myślenia, działania. Proste, ale liczne i w kółko powtarzające się czynności takie jak wieszanie prania, prasowanie czy sterylizowanie butelek doprowadza mnie czasem do punktu, w którym czuję się odmóżdżona jak przy wykonywaniu pracy zawodowej poniżej swoich kwalifikacji. Autopilot. 

Wtedy wyjście z domu okazuje się zbawienne. I nawet jeśli mentalnie zabieram ten dom ze sobą w postaci planowania kolejnej części dnia z dzieckiem, to jednak fizyczna zmiana otoczenia robi różnicę.   

Pozytywnie natomiast zaskakuje fakt, że nigdy nie nudzą się takie czynności jak zmiana pieluchy czy karmienie. To zawsze znakomita okazja na kontakt z maluszkiem - dotykowy, wzrokowy. I szansa na odwzajemnienie uśmiechu, który zawsze przekonuje, że ten rodzaj wypalenia nie spala na popiół.  


fot.www.dentonet.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...